31 grudnia 2009

Oczekiwanie

Miłość, która uczy pokory.

30 grudnia 2009

Wolność

Wiesz...
Zastanawiam się nad wolnością.
Takie słowo "wytrych", jak nie ma o co walczyć to zawsze można powalczyć o wolność. Osiągnięcie wolności staje się celem nadrzędnym. Tylko... Czym jest ta wolność? O jaką wolność walczymy? Czym naprawdę jest dżihad? Czemu jaskinia lwa jest symbolem wyzwolenia? Czym jest wolność, o którą walczysz?

Czym jest wolność dla Ciebie?

Walczysz o nią?

Czemu?

Ja walczyłam o nią od zawsze. Walczyłam ze zniewoleniem zachowań, formy, walczyłam z rodzinnym reżimem. Potem walczyłam o siebie, swoją tożsamość. Nadszedł wiek dorosłości. Wówczas walka, którą toczyłam odbywała się na kilku frontach jednocześnie. Walczyłam o niezależność myśli, wyrazu, doboru ludzi i miejsc. Walczyłam z przeszłością. Dziś gdy mam już wszystko zabiegam o uwolnienie od wszelkiego przywiązania. Dopiero dziś NIE WALCZĘ.

Czemu więc dotąd walczyłam? Czemu wolność niemal jednoznacznie wiąże się z walką?

Wiesz...
Dziś myślę, że wolność nie jest dla wszystkich. Myslę, że nie każdy chce być wolnym. Bo gdy przyglądam się wolności to myślę sobie, że to tak wielka odpowiedzialność, tak permanentna konieczność decydowania o sobie, że nie każdy z nas chce nieść to jarzmo na sobie. I chyba nie każdy musi to czynić... Dziś gdy o tym myślę to zdaje mi się, że choć każdy z nas powołany jest do wolności to jednak każdy z nas samodzielnie decyduje czy chce być wolnym czy nie. I ta właśnie wolność wyboru sprawia, że nie każdy jest liderem, że są przywódcy i wykonawcy. Że są ludzie odważni i tacy, którzy pielęgnują tradycję. I myślę, że to dobrze bo wciąż dzieje się w naszym ludzkim świecie ŻYCIE.

29 grudnia 2009

Cisza

Zatrzymam się dziś.
Usiądę z kawą w fotelu i zamilknę.
Przemądrzałe myśli wejdą mi na głowę, a wówczas będę mogła się im przyjżeć.
Moja cisza to mój azyl.
Uciekam weń zawsze gdy tylko mam na to ochotę, czuję potrzebę, widzę konieczność.
Wtedy dzieje sie pełna, szczęśliwa eksploracja.

Pewność siebie.
Jak dla mnie nie jest celem tylko oznaką. Nie o pewność siebie nam wszytskim chodzi, choć o niej mówi się najprościej, ale o poczucie bycia kochanym.
Kiedy idziesz z głową podniesioną w górę? Gdy jesteś zastraszony czy ukochany?

Samotność.
Poczucie przegranej, brak doświadczenia świata metafizycznego, niepewność - tylko tyle, nic więcej. Nikt z nas samotny nie jest. Dopóki jednak nie przekroczy siebie i nie pozna świata wokół i w środku, tak mu się zdaje. Samotność - efekt braku miłości.

Altruizm.
Skrajny egocentryzm, gdy swój czas na miłość chowamy do kufra z bielizną zajmując się niedoskonałością, plugastwem, pocieszaniem, oceną i demobilizacją innych.

Zasada lustra.
Każdy zachwyt i każda zniewaga jakie wywołuje we mnie drugi człowiek to JA. Mam szansę zaakceptować ten fakt, pokochać go w sobie, przemienić właśnie w tej chwili. Człowiek i tak odejdzie.

Miłość.

Byt materialny, niematerialny, cel i metoda jednocześnie, decyzja, konsekwencja, istnienie. Cokolwiek czynisz zawsze ma to związek z miłością, choć czasem nie widać jej na powierzchni spraw.

Myśl.
Na początku było słowo. Oznaka myśli, sprawczej mocy jaką posiadł człowiek. Zaniedbasz myśli - spieprzysz życie. Docenisz i zaczniesz pielęgnować - zbliżysz się do Edenu - miłości szczęśliwej.

Ciało.
Bezkresny ideał niedoceniony.

25 grudnia 2009

Decyzja

Milczę, a milczenie moje jest efektem decyzji.
Bywam z ludźmi, a bywanie owo wciąż jest efektem mojej decyzji.
Niedawno ktoś zadał mi pytanie, dotyczące mojego osobistego życia, a w odpowiedzi uzyskał jak mantra powtarzającą się odpowiedź - taka jest moja decyzja...
Każdy z nas podejmuje ryzyko życia. Każdy wyposażony jest w niezbędne narzędzia i samodzielnie dozuje ich wykorzystanie. Toteż fakt czy życie nasze jest stabilnym drzewem czy kruchym liściem zależy w znacznej mierze od nas samych.

Okoliczności wokół nas bywają różne. Najczęściej nam one nie odpowiadają. Wzmagamy zatem koncentrację na tym co nas nie zadowala - ludziach wokół, wysokości pensji, tym, że "Kowalski" posiada więcej, a "Walczakowa" jest głupia bo nie chce robić tego co jej każemy. Żenimy się, rozchodzimy, najpierw niby się kochamy potem nagle to mija. Wciąż nam się zdaje, że mamy rację i wszystkich wokół chcemy do niej przekonać. Nie zauważamy jednak, że to właśnie my, ci marudni i grymaśni ludzie jesteśmy w wielkiej potrzebie zmiany punktu widzenia!!
Nauczyliśmy się spoglądać na siebie egocentrycznie, jak rozkapryszone dzieci, które przy kasie czynią cuda by mama kupiła im lizaka. Najważniejsze są dla nas nasze zachcianki, grymasy, kaprysy... A skoro jesteśmy na etapie kaprysu to cóż - życie nas kapryśnie traktuje... Życie, czyli de facto my sami i inni wokół. Czemu mają traktować nas bardziej poważnie?

Do czego jednak jesteśmy tej planecie potrzebni? Czemu wciąż pozwala nam istnieć galaktyka? Bóg, w zależności od wyznania - czemu On nam daje życie tyle już lat i tak niezłomnie rozwija nasz gatunek? W jakim celu rozwinięty w nas jest rozum?

Byśmy byli częścią masy?!?

W jakim celu homo sapiens dostał szansę władania organizmami ziemskimi pozostając jednak pokornym wobec żywiowołów?

Czemu naszą planetą włada człowiek, a nie świnia czy eukaliptus?

Czy zdajemy sobie sprawę z tak ogromnej odpowiedzialności?

Czego uczy nas etyka i wszelkie religie na temat władzy? Co to jest władza? Czy daje ona prawo do decydowania? A może to nie jest przywilej tylko ludzkie zobowiązanie względem istot człowiekowi podległych?

Jaki jest zatem wynik decyzji podejmowanych przez człowieka, który zatrzymał się na poziomie kapryśnego dziecka?

Te decyzje są takie jaki Ty jesteś. Twoje życie jest dokładnie tym czym jesteś Ty. Bo Ty otrzymałeś narzędzia. Otrzymałeś rozum, wolę, inteligencję, przeróżne talenty, które masz rozwijać bo one między innymi czynią Ciebie szczęśliwym. Ty masz prawo i obowiązek decydowania o sobie, bo od tego zależy świat jaki w sobie i wokół siebie tworzysz...

21 grudnia 2009

Zagłuszyć

Świąteczne omamy się dzieją.
Ludzie ślą życzenia, robią porządki, kupują prezenty. Większość wspomina o powinnościach, o nakazach, tradycji. W tym celu nielicznym udaje się być miłymi. Pogratulować!
Katolicki kraj i katolicka tradycja.

Dobrze. Nieliczna jeszcze chwila by przypomnieć sobie kim są Polacy pośród tłumu zunifikowanych Europejczyków.

Są też tacy, którym daleko do tego galimatiasu. Są tacy, co wierzą inaczej, tacy co są przejazdem, tacy, którym daleko tu, a tam jest już inaczej. Choć może podobnie. Są świadomi, którym tradycja nie przeszkadza w ich własnej drodze, ani nie pomaga. Kroczą po swojemu. Są różni ludzie, różne postawy, różne metody.

Dzieją się teraz chwile ważne. Więcej zadumy. Więcej samotności. Więcej tumanów zobowiązań i zależności. Postanowienia i decyzje, rozmowy i wymiany zdań, spotkania rodzinne i nieograniczony w tym względzie savoire-vivre. Więcej, wszystkiego jest więcej w tym czasie. Niby część to lubi, a część przed tym ucieka. Niby piękny to czas - tak mówią media... A taki pusty czasem.

I większość ucieka.
Przed własnym życiem, rozmową z drugim człowiekiem, przed poszukiwaniem siebie, Boga, sensu. Uciekamy przed myślami, pragnieniami. Zamiatamy je jak śnieg, który właśnie napadał i nie daje o sobie zapomnieć. Zagłuszamy nasze przeczucia, pragnienia, myśli jakie towarzyszą nam w naszym niewidzialnym świecie. Uciekamy przed konfrontacją.

Wczesna pora, ale za oknem już mrok. Kolejna kawa bo senność dopada. Muzyka włączona by nie myśleć zbytnio. Wszystko co czynisz - czyń z miłości. Kto to powiedział lub napisał - nie wiem. Każdy mój dzień to moja decyzja. Moja przyszłość to nie nadzieja - tylko moja teraźniejszość. Im więcej zagłuszę myśli w sobie tym bardziej bezwiedne będa kroki kolejne. Aż utracą swój sens.

Cokolwiek czynisz - czyń z miłością. Pisz, rozmawiaj, czekaj, bądź, przyjmuj, dawaj.... Cokolwiek czynisz - czyń w miłości z miłością.

15 grudnia 2009

Prawda

Nie mam odwagi mówić komukolwiek jak ma żyć.

14 grudnia 2009

Kontroluj (Pink Floyd)

Kontroluj
Ilość wypitej herbaty
Liczbę oddechów
Krzyk narodzin
Rozpacz śmierci

Kontroluj
Iluzję posiadania
Iluzję miłości
Iluzję prawdy

Kontroluj
Chromosomy
Napięcia
Pragnienia
Zakochania
Miłość

Kontroluj

I jak CI z tym?
13.12.2009 r., 18.26

(Pink Floyd)

Ode mnie zależy... moja reakcja.
Świt myśli czy zmierzch.
Krok przed siebie czy stanie w miejscu.
Ty jesteś tylko po to by mnie stymulować.
Cel jest we mnie.

Nikt nie zrobi za mnie mojego życia.
Nie będzie za mnie kochał ani narzekał.
Nie urodzi słowa, myśli, ryzyka ani nie wzbudzi miłości, radości ni pragnień.
Ty nie zrobisz za mnie mojego życia, a ja Twojego za Ciebie.
Na tym polega bycie sterem i okrętem. Pozostajesz sobie wierny do końca.
13.12.2009 r., 17.47

Psychodela drogi (Pink Floyd)

Cokolwiek się wydarzy ma znaczenie.
Cokolwiek się stało zostawiło znamię.
Nigdy tak samo.
Deja vu iluzoryczne.
Psychodela
13.12.2009 r., 17.40

Stanik

Zielony stanik
Pomarańczowy kwiat
Każdy
Sutki prześwitują
Słoneczne sploty przeciskają się
Siatka
Zgniecenie
Ujarzmienie
Wylewają się
Górą
Bokiem
Wciskają w siatkę zieleni i kwiatów
Stanik
Zielony
Więzi

Psychodela (Pink Floyd)

Nauczaj się siebie.
Zadbaj o siebie.
Co Ci po innych? Oni i tak odejdą. Ty zostaniesz. Ze sobą zostaniesz.

Tu jesteś Ty. Teraz jesteś. Za chwilę kto inny zaistnieje.

Podróż
Przemijanie
Droga
Tylko niewiedza zna prawdę
Miłości głębię zna

Psychodela czasu
Psychodela miejsca
Psychodela Ciebie
13.12.2009 r., 17.15

(Pink Floyd)

Burza
Zmysłów

Po co
Pytać

Skrawek
Przeźrocza

Słońca
Wysychanie

Człowieka
Zapomnienie

Oceny nie ma. To zwykłe przeświadczenie, że się wie więcej. Powierzchowność, do której nie mamy prawa. Kaprys zabłyśnięcia. Brak pewności siebie. Kompleks.
Ocena to konwencja. Przez człowieka stworzona. Przez człowieka zmieniana. Każdy co chce robi. Ocenia jak chce, a głupcy słuchają i wierzą.
Oceniaj!
I tak nie znasz prawdy!
13.12.2009 r.

(Pink Floyd)

Jaźni odwrócone
Jaźni zaniedbane
Kartka
Czerń
Farba
Rozlana
13.12.2009 r., 16.48

Skoroszyt dźwiekow zapomnianych (Pink Floyd)

Psiakrew
Falują
Buzują
Wrzeszczą
Kraczą
Płyną
Toną

13.12.2009 r., 16.47

Psychobella (Pink Floyd)

W psychodelicznym świecie wszystkie gnidy się budzą i łażą gdzie chcą. Z kąta w kąt. Łatwym ruchem. Ciężkim ruchem. Prostackim oddechem. Splunięciem. Gdziekolwiek.
Psychobella jak więzienie. Ukryta. W środku. Kipi.
Tu jest psychodelicznie.
13.12.2009 r., 16.45

9 grudnia 2009

a jeśli

A jeśli to nie jest jedyny świat?
A jeśli nie jedyna dusza?
Jeśli jutra nie będzie?
Nastanie tylko teraz na zawsze?
Jeśli dziś sądem siebie oblękę?
Co powiem?
Kim będę?
Jeśli jutro obumrze świat?
Jeśli się narodzi?
....

Tobie

5 grudnia 2009

Podsumowanie

Należało się spodziewać podsumowań. Kilka dni temu przecież rozpoczęłam nowe życie.

Często ulegamy złudzeniu, że "życie takie poprostu jest". I tu zaczyna się istnienie pozbawione sensu. Niczego nie zmieniasz bo tak trzeba, bo takie jest życie i masa innych wytłumaczeń, którymi obwarowujesz swój własny świat. A prawda jest taka, że się zwyczajnie boisz. Boisz się zmienić swój los i wziąć zań pełną odpowiedzialność. Boisz się podjąć kolejną decyzję, która zweryfikuje te poprzednie. Boisz się bo brak Ci pewności siebie, poczucia bezpieczeństwa. A brak Ci ich bo brakuje w naszym wspólnym świecie miłości.

Poddaliśmy się wszechogarniającemu kultowi materii. Przestaliśmy zabiegać o siebie wzajemnie, o drugiego człowieka, zaczęliśmy natomiast zabiegać o posiadanie. Niczego nowego nie wymyśliłam. Toć Szekspir jasno nas zapytał - mieć czy być? Nie pytam o tych, których ziemski czas dobiegł końca. Pytam o to co tu i teraz dzieje się między nami. Czy ten jednolity, firmowy mundurek globalnego zadupia daje nam poczucie bezpieczeństwa?

Nie jestem od wymyślania czegoś nowego. Nie w tym moja siła. Nie na tym polega moja podróż. Jeden jest od tworzenia, drugi od zamiatania. Każdy pełni ważną funkcję. Czytając wszystko co piszę nie szukaj myśli nowych bo ich tu nie ma. Są to myśli powszechnie znane, według mnie wartościowe, testowane na mnie przeze mnie, a następnie przetransponowane na język logiki. Ważne jest wiedzieć kim się jest. Ważne jest wiedzieć jakie zadanie mamy do spełnienia. Ważne jest zdać sobie sprawę z odpowiedzialności, która łączy się z odnalezieniem własnej drogi i kroczeniem nią.

Walka? Rewolucja? A cóż one dają? Co nowego wnoszą? Od zarania obala się stare systemy, żeby wprowadzić nowe. Od zarania te rewolucje wprowadzają głównie zniszczenie. Od zarania ci, którzy stają na piedestale stają się "nimi", do "nas" bowiem już nie należą. A mimo to ludzie i tak wciąż żyją rytmem rewolucji.

Dwoje ludzi. Przeżyli ze sobą większość życia. Są starzy. Deprecjonują się odzierając z najdrobniejszej ludzkiej godności. Sensem ich życia jest zadanie większej rany niż przeciwnik. Życie to ring. Im więcej ran po drugiej stronie tym lepiej. Jednak nie rany są najbardziej bolesne ale ich wiara w to, że tak musi być.

Uśmiech, radość, szczęście to na pewno łatwe życie dziedziczki albo jej totalnie głupia naiwność. Nie ma innego wytłumaczenia. Niech więc ona sobie będzie naiwnie szczęśliwa, a ja wróce do realności. Tam mi lepiej. Tam mogę ubolewać nad własnym losem i zawsze znajdę kompaniona użalania się nad sobą. A jak trzeba to komuś dupę obrobię, ocenię zgodnie z prawdą obiektywną wyroczni i będę ustatysfakcjonowany, że są bardziej przegrani ode mnie ludzie na świecie. To taka autoterapia.

Marzenia są po to by wiedzieć kim się jest. W tym rozżalonym świecie Twoich niepowodzeń to jeden z nielicznych znaków Twojej twórczej i sensownej egzystencji. To one pokazują Ci kierunek, drogę. To one ukazują świat, w którym Ty jesteś szczęśliwy. Zawsze gdy tylko się tam udasz. To tu czujesz się dobrze i bezpiecznie, nabierasz sił do przekraczania siebie. Tutaj, w świecie Twoich marzeń doświadczasz piękna i dobra. Marzenia są po to byś zobaczył kim naprawdę jesteś. Nie kim możesz być, jeśli... lub pod warunkiem... Ale kim już jesteś.

Miłość? Ty już wszystko wiesz o miłości, ale oczywiście najbardziej wiesz, że jej nie ma no i masz w tym zupełną słuszność. Kilka niepowodzeń, brak pracy nad własnym "ja" i mamy teorię gotową. Można ją jeszcze okrasić negacją, buntem wieku dojrzewania, terrorystycznym prawem do wyznaczania tez i prawideł świata i mamy gotowy ładunek energetyczny. Miłość nie istnieje!
Cóż - w Twoim życiu pewnie nie. Nikt Ciebie przecież nie będzie zmuszał do miłowania. Na tym polega istota miłości - na wolnym wyborze.

Spoglądam na stare życie i widzę je nowymi oczami. Przemieniam kolory, cienie, myśli. Mam poczucie kompletnej metamorfozy. Spotykam się z moimi marzeniami. Niegdyś wywoływały we mnie oceany łez. Dziś spotykam się z nimi spokojnie, podaję dłoń, witam się z nimi i cieszę, że są bo na nowo mam szansę spojrzeć im w oczy. Dziś spoglądam na siebie, na Ciebie i widzę jak niegdysiejsza intuicja dziewczęcia walczącego o własną wolność i niezależność dziś zbiera wieńce laurowe za wytrwałość i za świadomość. Widzę pięknego łabędzia, który olśniewa nie tym, że jest piękny, ale tym, że to piękno chciał w sobie dostrzec.

Starość daje nam podpowiedź. Nasza twarz pokaże nam kim jesteśmy już dziś. Twoja twarz... co ona chce pokazać światu za następne 30 lat?

30 listopada 2009

Mandala księżycowa

Dziś w nocy zobaczyłam cudowny obraz. Mandale księżycową.
Księżyc niemal w pełni. Wokół niego poświata. Potem długo, długo nic. I wielki okrąg ze światła lub chmur. Nie wiem.
Napisałam smsa do koleżanki, żeby spojrzała w niebo. Widziała podobnie jak ja choć nie nazwała tego piękna mandalą.
Nigdy wcześniej nie widziałam czegoś podobnego.

29 listopada 2009

Bezradność

Właśnie skończyłam "Alchemika". Nie jestem fanką Coelho, ale faktem jest, że potrafi on czasem swoimi słowami podsumować pewne prawdy jakie znamy, ale o nich zapominamy. Czasem przypomina, a czasem prowokuje do zastanowienia. Tak i tym razem było.
Sama wiele lat temu postanowiłam żyć zgodnie z zasadą - jest Ci źle to zmień to, żeby było lepiej. Wiele lat temu zaczęłam kroczyć zgodnie z tą instrukcją i to była jedna z lepszych decyzji jakie w życiu podjęłam. Oczywiście każdy może podjąć taką decyzję, choć nie każdy to czyni.
Z biegiem czasu poznaję nowe oblicza prawdy. Czasem wyłaniają się ze mnie, a czasem są mi przekazane. Myślę, że to także oparte jest na przypomnieniu. Jak u Coelho. Zawsze bowiem gdy coś nowego poznam, zasłyszę - albo to przyjmuję jako swoje, albo rezygnuję z tego jako niezgodne ze mną.
Pewnie w tym właśnie celu poznajemy kolejnych ludzi. Po to żeby przyjżeć się samemu sobie. Najchętniej oczywiście skupiamy się na drugim człowieku, jednak to nie wnosi do naszego żywota niczego budującego. Skupiając się na wadach i zaletach Przechodnia - wciąż zaniedbujemy siebie. Dlatego ja wolę przyglądać się sobie. Zawsze to przynosi korzyść.
Poznając tak krok za krokiem różne przestrzenie dostrzegam wzrost, widzę podróż. Nie zachodzi tu nic rewolucyjnego. Zwyczajnie żyję. Żyję na tyle świadomie, na ile potrafię. Z perspektywy czasu widzę piękne efekty. To dodaje sił by iść dalej. Może jednak złudnie budować dumę, która oddala od prawdy. I tu na straży stoi bezradność. Bezradność debiutu.
Nowa twarz, nowe oblicze, reakcje, emocje, sposoby na życie. Nowe wszystko i piękne. Podniecające i budujące. Inne smugi tęsknoty lecz wciąż tęsknota. Inne pragnienia lecz wciąż silne może bardziej niż niegdyś. Nowa chwila przynosi mi w darze bezradność. Tę swojską, z którą można pić całą noc, potłuc się pod stołem i rano obudzić starym-nowym kimś.
Bezradność czyni mnie zwyczajnym człowiekiem. Tym, który czuje, myśli, istnieje.

27 listopada 2009

from inside of me

http://www.youtube.com/watch?v=pCeetupwpPo&feature=related

a myśli płyną
bezwiednie
świadomie
czule
bez kresu

a jeśli ja wiem wszystko?
jeśli mam wszystko...
wszystko czego mi trzeba?
to o co mam prosić?
co zmieniać?
ulepszać?

przenikają się
światy
ten, którego jestem częścią
ten, którego część stanowię

until I die


Tylko droga, którą kroczę prowadzi mnie do kolejnych źródeł mojego istnienia. Im dłużej kroczę tym bardziej dostrzegam, że to nie jest poszukiwanie świata w sobie, ale siebie w sobie. Dźwięki, piękno, brzydota, miłość, oczekiwanie, tworzenie, metamorfozy - wszystkie one są jak kroki, jak kolejne nuty wyśpiewane w olśnieniu własnego istnienia. Koleje maźnięcia pędzlem jak mandala tworzona sercem owo serce stymulująca.

Dzieje się to malowanie. Dzieje się to kroczenie. W sobie kroki stawiam, płynę w świecie, który jak rzeka prowadzi mnie dokądś. Nigdy nie wiem dokąd. Kogo spotkam dziś, jutro, za kilka dni? Kto odejdzie, powróci? Nie znam z imienia ani nazwiska tego co będzie ale znam to co już istnieje w mojej świadomości. Poznaję to co mam w sobie. Nieprzypadkowość spotkań, dążeń, pragnień.

przeplatają się moje światy
mój świat się ubogaca
realne i niewidoczne się łączy
harmonia
czego nie widzę istnieje
co doświadczam jest uświadomione
lustro
zwierciadło uświadamiające
sens niewidzialnego

Milczenie

Dziś milczę.
Milczę cicho i spokojnie.
Milczę tak jak się nie milczy zwykle.
Ja tak nie milczałam.
Kiedyś.

Milczę dziś świadomie.
Milczę bo umiem.
Milczę bo co się stało na zawsze istnieje.

Milczę choć bywa różnie.
Czasem cieleśnie.
Czasem skrycie.
Czasem ścianą milczę.
I kartką czasem.
Może tańcem milczę.
Jak popadnie.
Tak właśnie milczę.

Milczę nowym snem.
Nową duszą milczę wspólną.
Milczę tak ot bo chcę.
Milczę czuję.
Milczę kocham.
Milczę czekam.

25 listopada 2009

Boję się

Co mam napisać?
Zupełnie jak w tytule - ogarnia mnie lęk.

Gdy pisałam poprzedniego bloga, był on osobisty, prawie jak pamiętnik. Dużo w nim było historii konkretnych, związanych z emocjami, uczuciami, osobami. Gdy go zakończyłam ktoś dał mi radę - piszesz zbyt osobiście.
Cisza. Potem była cisza i życie bez tekstu. Pierwotnie było to trudne, bo przywykłam do poranków przy kawie i laptopie. Potem jednak zaczęłam bardziej dogłębnie obserwować siebie i to co wokół mnie się dzieje, a wówczas niemoc pisania przestała mi uwierać. Aż się nauczyłam tak właśnie funkcjonować.

Nastąpił czas gdy będąc nieco innym człowiekiem postanowiłam znów zabrać się za materię słowa, jednak już inaczej. Początkowo miałam cel - jasno określać to co chcę stworzyć. Potem chyba zaczął mi się ów cel rozmywać bo usłyszałam, że tak się nie dzieje. Dyscyplina, dyscyplina, wciąż dyscyplina. To ona doprowadziła mnie dziś do tekstu, który ma być osobisty i ogólny jednocześnie. Chcę napisać o emocjach, które tak bardzo spowszedniały, że ludzie przestali je zauważać.

Emocje są piękne takie esensjonalne w swoim kształcie i sile prowokacji. Dają znać co człowieka porusza, dotyka. Pokazują sfery, które mają znaczenie. Często tak wymownie ukazują swą wartość, że zatrzymujemy się właśnie na nich. Wtedy się kłócimy, zakochujemy, wówczas prowadzimy auto tak jakby prędkość miała totalnie zmienić nasz świat, uciekamy przed sobą, ludźmi, poddajemy się tęsknocie, która pierwotnie piękna - finalnie nas zwyczajnie wyniszcza. Zatrzymujemy się na poziomie emocji. A ona jedynie wskazuje kierunek...

Boję się. Tak! Wreszcie ktoś mi pokazał w moim lustrzanym odbiciu czego się boję. Wreszcie dojrzałam do tego by stanąć ze sobą twarzą w twarz i zatrzymać się na tym co mnie przeraża. Stanąć odważnie. Emocja pokazuje co jest dla mnie ważne. A ważne może być z różnych powodów. Emocja nie jest wszędobylska, nie musi nade mną panować, jest jedynie drogowskazem.

Gdy zatrzymałam się tak właśnie... odważnie i spojrzałam w siebie - okazało się, że tam, gdzie pokładam największe swoje sekrety, tam gdzie najbardziej chciałabym być - tam stawiam mur odgradzający mnie ode mnie samej. Buduję go wolno. Jestem przecież inteligetną kobietą i nie dam sobie prawa by tak po prostu przegrać. Walczę! A może "walczę"?
Zatem buduję ten mur, który zakrywa źródło, powód mojego lęku.

Dziś wiem, że to czego dowiedziałam się wczoraj dla Ciebie jest niedostępne. Jeśli kiedyś przeżyjesz coś podobnego - wówczas zrozumiesz o czym piszę. Dziś mam świadomość, że emocja jest tylko znakiem drogowym wiodącym do celu. Nie ma znaczenia jaka to jest forma wyrazu, która emocja mną targa. Istotą jest fakt, że ta emocja jest sojusznikiem tylko wówczas gdy zechcę wsłuchać się w to co ona ma mi do pokazania i do powiedzenia.

Dziękuję

23 listopada 2009

Deszcz

Pana deszcz
Słyszysz
Zmywa
to co było
Jutro
Nowy dzień
kolejny


Tobie

23.11.2009 AD

Dziś będzie inaczej.
Dziś bedzie bezczelnie.

Twoja ocena nie ma znaczenia. Jest jedynie śmiałym bytem, którego sensu właściwie nikt nie może udowodnić. Cokolwiek powiesz - zawsze będzie przejawem Twoich oczekiwań, tęsknot, subiektywnej prawdy o ile taka w ogóle istnieje.
Zaciekawienie Twoje lub obrzydzenie moim słowem ma natomiast znaczenie - lustrzane oblicze. Tu możesz się przejżeć i rozejrzeć po własnej twarzy. Gdzie masz zmarszczki i jakie one są. Jak wyglądasz i czemu właśnie tak. To wszystko jest efektem Twoich decyzji, które doprowadziły Ciebie do mnie. A we mnie odczytujesz jak w osobistej księdze wiedze o sobie samym.

Dziś zaczynam kolejne życie. Posprzątałam już minione epizody i powzięłam decyzje na to co będzie. Bo to co nastanie zależy ode mnie.
Poprzednie etapy miały swój sens. Każde doświadczenie miało znaczenie. To dzięki nim dziś jestem tym kim jestem. A kim jestem?
Jestem kobietą.
Jestem artystką.
Jestem osobą.

Nie popełniam jednak wielkich rewolucji. Nie zmierzam do tego by kogoś wypieprzyć ze stołka i samej na nim zasiąść. Bo mój stołek stworzyłam sama. Sama także kiedyś go po sobie pozostawię dla tych, których nie stać na stworzenie własnego "ja" więc podsysają posażytniczo energię ze zgliszczy innych osób. Nie oszukujmy się - na świecie jest mnóstwo wampirów. Emocjonalnych, energetycznych, mentalnych. To istoty będące tu, między nami, w naszym świecie.

To co popełniłam możesz nazwać po swojemu. Remontem mieszkania, terapią, wyborem łatwej drogi. Jakkolwiek to nazywasz - to na co się zdecydowałam jest moje i takim pozostanie. A ja mam pełną świadomość, że idę taką drogą jaką właśnie chcę iść. Szukasz we mnie na siłę małostkowości, może ucieczki. Kto wie! Może to wszystko jest zawarte w moim życiu!? Powiedz tylko, jakie to ma znaczenie? Umiesz odpowiedzieć na to pytanie?

Po raz kolejny uświadomiłam sobie, że nie ma przypadków. Bóg, energia, podświadomość, jakiekolwiek znajdziesz metody na wyjaśnienie i zrozumienie własnego życia - takimi będziesz tłumaczyć własne decyzje. Im więcej ich poznasz - tym większe szanse, że decyzje jakie podejmujesz będą słuszne. Im bardziej zamknięty pozostaniesz tym bardziej będziesz brodził w dolinie wysychającej rzeki poszukując sensu, czemu ona wysycha.

Dziś już wiem, że nie muszę być na siłę miła, bezczelna, bezpruderyjna czy skromna, seksowna, perwersyjna ani ciemna żeby na kimkolwiek zrobić wrażenie. Wiem, że nie muszę dopasowywać się do Was, do Ciebie. Bo wiem, że moja droga jest przeznaczona dla mnie. To, jak długo na niej kroczysz razem ze mną zależy od Ciebie i mnie, ale głównie ode mnie. Bo ja nie czekam na Ciebie, jeśli Ty nie wiesz czy warto skręcić w lewo czy w prawo. Ja wiem jaką mam dalej iść ścieżką, Ty natomiast musisz znaleźć własny szlak. Inaczej wałęsając się za mną będziesz się męczył moim tempem, a mnie spowolniał i zabierał mój cenny czas. Bo nasze drogi się schodzą i rozchodzą, dokładnie tak jak sobą pokierujemy.

Nie pamiętam dat. Nie zapamiętuję kiedy kto się urodził, kiedy ma imieniny. Nie pamiętam daty własnego ślubu. Ani jednego ani drugiego. Nie pamiętam o jakiej godzinie się urodziłam. Dla mnie te liczby są szyframi, w których się nie odnajduję. Dzisiejszą datę chcę jednak zapamiętać. Dziś w sposób absolutnie sterowany, świadomy i poparty własnymi decyzjami zaczynam nowe życie, nowy jego etap. Teraz moim zadaniem jest wytrwanie w konsekwencji bez oglądania się za siebie.

Ciepło jakie czuję w dłoniach jest dla mnie doświadczeniem, jakie znam od lat. To oznaka pokoju jaką niegdyś dano mi poznać, a teraz, przez wszystkie lata mojego życia staram się by mi towarzyszyła. Ów pokój jest dla mnie jasnym komunikatem, przekazem. Ciepło dłoni, we wnętrzu - które odczuwam obecnie - jest dla mnie przyjemnym uprzytomnieniem sobie, że to co robię jest właśnie kolejnym krokiem jaki stawiam bo chcę i wiem dlaczego chcę.

Dziś także jasno mogę powiedzieć, że wygrałam. Wygrałam koszmarnie wielką batalię, trwającą wiele lat. Długo walczyłam nie znając mechanizmów ani metod walki. Działałam intuicyjnie. Później zaczęłam poznawać sposoby. Było łatwiej. Wciąż jednak wiedziałam to co wiem dziś, że walczyłam zawsze o wolność własną. I dziś wiem, że wygrałam. Bo to właśnie w niej narodziły się dobro, twórczość, miłość, akceptacja i wiele jeszcze innych cech, w których Ty zaczniesz się prawdopodobnie doszukiwać paranaukowych parametrów. To jednak, jak napisałem we wstępie nie ma znaczenia. Daję Ci na dłoni skarb mojego życia. Pokazuję moją drogę. Możesz ją oceniać, czerpać z niej siłę, uczyć się ode mnie. Wszystko co zrobisz stanie się Twoim wyborem. I tak długo jak nie wkroczysz na teren mojej wolności - tak długo jesteś Najważniejszym Gościem.

Jest jedno postanowienie jakie mam i chcę się z Tobą nim podzielić. Planów bowiem mam kilka, ale postanowienie na nadchodzący czas jedno, solidne - pozostać otwartą. Zapytasz "dlaczego?". Z obserwacji moich wynika, że kiedy człowiek już coś wie - zaczyna być głupi i tępy. Zapomnina bowiem, że jego wiedza zawsze jest jedynie ziarnem wiedzy istniejącej. Ziarnem życiowej mądrości. Nie wiem co mną kieruje: egoizm, egocentryzm, próżność, zdroworozsądkowość, mądrość, cokolwiek - chcę pozostać otwarta i stawać się taka coraz bardziej.

Oto moje credo dnia 23.11.2009 roku.

Trzykropek

Czasem chodzi tylko i wyłącznie o to żeby pieprznąć wszystko i pójść przed siebie. Nie oglądać się za siebie. Iść przed siebie. Tam patrzeć. Tam szukać. Tam, gdzie wszystko jest totalnie nowe.
Po jasną cholerę babrać się w przestarzałych mdłościach? Po co być cukierkowym niebytem? Uśmiechać się na żebraka i udawać, że tak właśnie jest jak w marzeniach?
Po kiego diabła się bać? Przecież i tak umrzesz! I tak będzie kres.

I niech tak właśnie się stanie! JAK JA CHCĘ ŻEBY SIĘ STAŁO!

18 listopada 2009

A ja wolę żyć szczęśliwie:)

Każdy z nas ma coś co lubi i to czego nie lubi. Jedni lubią taniec, inni zabawę w wojnę a jeszcze inni totalne lenistwo. Każdy ma swoje własne ja. Czasem jest ono świadome, a czasem jak u Orwella - zupełnie ubezwłasnowolnione. Jednak ważne jest i to, że każdy ma swoją drogę. Własną ścieżkę którą podążając czyni rzeczy istotne dla siebie i innych. Czasem nasze działania oddziałują na innych, a my nie wiemy o tym. Jeśli to pozytywne działania - to pięknie. Jeśli jednak negatywne - to już mniej radośnie.
A ja w tym gąszczu istnień lubię być szczęśliwa. Taką mam pasję. Niewiele o szczęściu powiem bo nie jestem teoretykiem, ale wiele doznaję bo jestem praktykiem. Bacznie obserwując ludzi staram się pytać i rozumieć. Często mogę się ograniczyć jedynie do akceptacji faktu. Niczego bowiem ani pojąć nie umiem ani czasem nawet nie chcę. Bo wybieram na co chcę przeznaczyć swój czas. Czy mam go dla ludzi którzy na siłę będą mnie edukować, że świat jest zły, a człowiek beznadziejnie nieszczęśliwy i tak już jest i tak być musi? Czy może dla człowieka, jednostki, która wnosząc do mojego życia swój dary lub dary przyjmuje ode mnie to co mam najlepszego? Ja decyduję czy moje myśli mają się uginać pod garbem problemów czy mają być skierowane na afirmację pozytywnych doświadczeń. Ode mnie wreszcie zależy w znacznym stopniu czy jestem szczęśliwa.

Lubię być szczęśliwa bo to wprawia mnie w zachwyt, daje siłę do przekraczania siebie. Lubię być szczęśliwa bo wówczas mam w sobie radość tworzenia, którego to talentu nie odkryłam nigdy wcześniej. Lubię być szczęśliwa bo dzięki temu spotykam innych, szczęśliwych ludzi. To sprawia, że czuję się silniejsza i bogatsza. Lubię być szczęśliwa bo w pewnym momencie sama dostrzegam, że nie zastanawia mnie już "Czy warto żyć?", ale JAK WARTO ŻYĆ!

A Ty? Jesteś szczęsliwy? Jesteś szczęśliwa?

17 listopada 2009

Oczekiwanie prowokowane

Zaraz zmieni się świat.
Mój świat się zaraz zmieni.
Nie inny świat. Tylko mój.
Moje życie już się przemienia.
Oczekuję.
Prowokuję.
Wpływam na siebie samą.
Przyglądam się.
Nie jestem bezwolna. Jestem wolna.
Ode mnie zależy kim jestem i jaka jestem.
Ode mnie zależy jaką naukę wyciągnę z kolejnego dnia.
Ode mnie zależy kim jestem.

Szukasz szczęścia?
Gdzie?
Jak?
Każdy ma pewnie własną receptę na szczęście. Moja recepta stwarza mi warunki do bycia szczęśliwą każdego dnia. Lubię swoją receptę.

Szukasz siebie?
W jaki sposób?
Gdzie?
Na zewnątrz?
Co tam znajdziesz?

Masz swoje życie?
Czyje ono jest?
Twoje?
Świata?
Kto go tworzy?

Wciąż zadaję sobie pytania związane ze szczęściem i miłością. Wciąż obserwuję siebie i innych, przyglądam się mechanizmom działania. Część spraw pojmuję intuicyjnie, inne interpretuję na podstawie posiadanej wiedzy i coraz bardziej przekonuje mnie fakt o nieograniczoności. Coraz mocniej dostrzegam sens bycia otwartym. Coraz bardziej także widzę jak to jest trudne, gdyż w ogromie doznań i informacji trzeba się jakoś odnaleźć. Ja to nazywam kręgosłupem. Ty to może nazwiesz inaczej. Jednak mam nadzieję, że wiesz co mam na myśli. Chodzi o to by nie zatracić siebie. Wówczas dopiero istniejemy świadomie. Istniejemy z każdą chwilą uświadomienia. Czy jednak mamy w sobie na tyle pokory, czyli otwartości by stawać się świadomymi z dnia na dzień? Czy jesteśmy chętni na takie właśnie życie? Może łatwiej jest żyć bez samoświadomości? Może łatwiej jest żyć kiedy inni podejmują decyzje za nas? Za Ciebie i mnie? Przecież nie ma w tym niczego złego! Może nie każdy na świecie jest po to by prowokować?
Indywidualność daje poczucie osamotnienia...

16 listopada 2009

Prawdopodobnie

Prawdopodobnie każdy z nas ma w życiu takie chwile, które wymagają jasnego wyboru. Wtedy decydujemy o szkole, zawodzie, życiowym partnerze, marce samochodu. Każdy z nas ma swoją hierarchię spraw ważnych i mniej istotnych. Okazuje się, że takiej chwili się nie lubi. Lękamy się zmian, konsekwencji i tego, że będzie inaczej niż było dotychczas. Jest to uzasadnione. Nie wiemy przecież jak potoczą się nasze sprawy jeśli wejdziemy w nieznaną dotychczas uliczkę.
Z drugiej jednak strony jeśli damy okolicznościom życiowym szanse kształtowania nas poprzez to co nas spotyka bez naszej zgody - może staniemy się gotowi na zmiany, których nie musi prowokować nikt inny jak tylko my sami? Może mamy taki poziom pojmowania siebie, życia, drugiego człowieka, że nie są nam potrzebne prywatne kataklizmy by coś zmienić i iść przed siebie?
Prawdopodobnie jesteśmy silniejsi i sprawniejsi niż nam się zdaje. Prawdopodobnie nasze dusze i serca wyczuwają naszą gotowość do zmian, ale je zagłuszamy. Prawdopodobnie okoliczności jakie sami stwarzamy są po naszej stronie.
"Prawdopodobieństwo" to hasło asekuracyjne. Daje ono minimum pewności i maksimum otwartości. Wyraża pokorę wobec tej wiedzy jakiej nam brak, co nie znaczy, że jej nie ma i wobec tej wiedzy jaką kiedyś poznamy, ale ten czas nastąpi w innych okolicznościach. Prawdopodobieństwo daje także szanse pozostania otwartym na to, co z góry określamy lub oceniamy - odbierając temu czemuś nieznaną wciąż wartość. Ale przede wszystkim daje ono szanse poznania nieznanego.
Ten czas właśnie się dzieje. Klocki domino czekają na pierwszy podmóch. Czy jestem na ten ruch gotowa?

15 listopada 2009

Płynę

Wtedy gdy jestem ponad sobą dzieją się cuda. Niebo otwiera przede mną swoją radość. Wiosna ubarwia me nagie, czyste ciało kwieciem. Uwielbienie otula mnie delikatnie. Wspomnienia osnuwają moją niewinność przyoblekając w nadzieję.
Płynę.
Lubię płynąć by na zawsze być jak dziś - niewinną istotą z nieba.


Dario Dziękuję
http://dariapelhen.pl/

14 listopada 2009

Words are very unnecessary

Maluję sobie i myślę ponownie nad potrzebą. Na ile potrzeba jest czystym bytem, na ile wynikiem ludzkiej niedoskonałości. Potrzeba posiadania, miłości, akceptacji - wszystkie one z pewnego punktu widzenia są zupełnie naturalne. Czy jednak zawsze tak właśnie jest?
Kult rozumu czy miłości. Bogowie i boginie. Cóż oni i one nam pokazywali? Czemu w ogóle zaistnieli i kto jest ich kreatorem? Czemu jeden czy drugi kult w ogóle zaistniał?
Nie chcę tym razem dzielić się z Tobą wszelkim rozumowaniem jakie się we mnie dzieje, bo jak już napisałam - słowa są czasem zbyteczne - jednak chcę Ci pokazać inne spojrzenie, jakie mi przebiega w myślach. Mianowicie, że czasem potrzeba jest drugim efektem ludzkiej słabości. Nie zawsze bowiem jest tak, że dzielimy się naszą wiedzą bo chcemy się nią zwyczajnie podzielić... Czasem sami sobie wciąż udowadniamy, że jesteśmy coś warci. Nie zawsze także pomagamy bo mamy dobre serce ale na siłe chcemy czuć się potrzebni. Jakaż dzieje się nam jednak katastrofa gdy na naszą pełną szlachetności miłość nikt nie reaguje...

Potrzeba.
Czy ja jestem więźniem potrzeby?
Przedmiotu?
Smaku posiadania?
Wyzwolenia z posiadania?
....?
A Ty. Czy Ty jesteś więźniem swoich potrzeb? Potrafisz je nazwać? Określić? Znaleźć ich rzeczywiste źródło?

12 listopada 2009

Dlaczego

To takie śmieszne słowo. "Dlaczego".
Dlaczego pada deszcz?
Dlaczego słonie chodzą na wielkich łapach, a nie trąbach?
Dlaczego murzyn jest czarny?
Dlaczego mnie to spotkało?
Dlaczego to...?
Dlaczego tamto...?
Dlaczego...?

Pytanie o przyczynę czy biadolenie. Próba zrozumienia czy pogrążenia się? W jakim celu zadajemy to pytanie? Dlaczego je zadajemy? Co ma ono wnieść w życie, którego Ty jesteś Twórcą!?

Oczywiście ustalenie przyczyny jest ważne, pomaga przecież zauważyć i zrozumieć mechanizm. Czasem samo dostrzeżenie mechanizmu jest już zwycięstwem. Czasem zmusza do konfrontacji z własnym JA, pobudza do przemyśleń, zatrzymania się, wydobycia z biegu. Czy jednak zawsze to pytanie prowadzi do twórczego stanięcia w prawdzie? Wobec siebie, innych, życia, własnych wyborów i decyzji? Czy to pytanie prowadzi do zmiany na lepsze? Zmiany siebie, własnego myślenia, stosunku do rzeczywistości? Czy staje się jedynie kluczem-wytrychem, którym zawsze się można posłużyć, gdy temat pogody jest już wyczerpany? Co daje pytanie "DLACZEGO?"!?

Moim wyborem jest kroczenie do przodu, czerpanie dobra i piękna z tego co właśnie się zdarza. Okazuje się bowiem, że to czyni mnie coraz bardziej samodzielną, a działania są coraz bardziej adekwatne do mojego sposobu myślenia. Z moich obserwacji wynika także, że pytanie "dlaczego" właściwie traci na sile, zanika. Jakby go nie było.

Kiedy Ty pytasz "dlaczego"? W jakich okolicznościach? Jaki jest Twój cel wówczas gdy takie pytanie zadajesz? Ważne jest by zdać sobie sprawę z wartości słowa, jeśli tak często się je słyszy i tak często staje się on głównym moderatorem rozmów. Bo czasem to jedno słowo zmienia tok myślenia, przebieg rozmowy, celowość spotkania. Tylko czy taka rozmowa wnosi coś twórczego? Daje nowe spojrzenie, inny punkt widzenia? Czy taki nurt dodaje Ci poczucia bezsilności czy też siły? Bo przecież zawsze masz wybór, jaką chcesz kroczyć drogą.

Na rozładowanie

Polot
Chwila
Bach

Jestem
Nie ma
Trach

Po co
Na co
Ciach

Ele mele
Dudki

11 listopada 2009

Tak

Na TAK tekstów napisałam już kilka.
Na TAK postawiłam swoje życie.
Na TAK filozofię się zgodziłam.
Na TAK żyć dalej będę.
Na TAK żyć tylko pragnę.
Na TAK!

Dziś już nie opowiem Ci kim byłam lat temu wiele. Nie opowiem Ci kogo spotkałam, kochałam, czasem może nienawidziłam. Nie opowiem Ci kim byłam mając lat 5, 10 i więcej. Dziś jestem tu. I dziś jestem tym kimś kogo czytasz. Dziś jestem.

Każdy z nas ma swoją historię. Każdy ma swój czas. Każdy staje twarzą w twarz ze sobą by poznać kim jest. Kim jesteś?

Każdy ma prawo do istnienia. Każdy kto istnieje jest tu niezbędny. Każdy może być sobą. Każdy jest. Czy Ty jesteś?

Każdy potrzebuje wybaczenia. Każdy potrzebuje wybaczać. Każdy ma potrzebę serca. Każdy szuka i pragnie. Każdy jest miłowany. Każdy jest wolny. Każdy jest miłością. Czy Ty wybaczasz?




............


.......


...



Słyszysz?
Słyszysz ten dźwięk serca? Własnego serca bicie słyszysz?
Kocham Cię.

Olśniewaj

Śnij ciepło marzenia. Bez lęku tańcz sobą ot tak jak rosa poranka opada z liścia na soczystą ziemię. Jak zapach świeżości, który dotyka nozdrzy, jak czułość promieni słonecznych, jak cisza co opada i przenika Ciebie i wszechświat.
Nie lękaj się bo i czego tu się lękać.
Nie zaprzeczaj bo czemu tu przeczyć.
Lśnij sobą i swoim istnieniem.
Szumu słuchaj wiatru i tańca deszczu.
Czyń to czego Twoje zmysły pragną.
Czyń miłość, nie stań się jednak niewolnikiem potrzeby.
Zanuć dźwięk który z Ciebie właśnie wypływa i zatańcz palcami po klawiaturze dni swoich.
Nie lękaj się.
Jesteś SILNY!

Tobie :-)

10 listopada 2009

(bez tytułu)

Ciepło...
Spokój...
Jesteś?
Co czujesz?
O czym myślisz?

Ciepło...
Spokój...
Cisza...
Łagodność owija
mnie dotyka
jest dobrze

Ciepło...
Spokój...
Cisza...
Dobro...
Płynie od wewnątrz
Płynie na zewnątrz
Jest
Jestem

9 listopada 2009

Zaufanie

Zaufanie zakłada ludzką niedoskonałość.





Nie chodzi przecież o to by poddawać zaufanie oróbie uczciwości, chodzi jednak o to by dać zaufaniu lekko odpocząć, przestać traktować go jak starowitego bufona z siwą brodą, od którego można już jedynie wymagać, bo przecież wie wszystko i ma doświadczenie z radzeniem sobie w trudnych warunkach.
Zaufanie właściwie to nic wielkiego, to taki mały bobas, który istnieje, wymaga ciągłego nadzoru, pielęgnacji ale i radości. Ten malec bowiem wyczuwa wszystko, wszelkie niepokoje i chwile, gdy... nie wiadomo jak powiedzieć prawdę. Ale wiesz... Malec ją przyjmuje. Bo kocha. Bobas bierze na siebie czasem więcej niż myślisz. Twoje lęki, strach, Twoje emocje, niepewności, Twoje poszukiwania, gesty, bierze na siebie to wszystko co Ty w sobie masz, a on ma moc wytrzymać. Bo jego - zaufania - bać się nie musisz. W ogóle nie musisz się bać. Jeśli jednak jest jakoś inaczej to może warto spojrzeć do lustra?





Zaufanie to nasza zwyczajność, codzienność. Wtedy gdy jedziemy samochodem i wtedy gdy kupujemy pieczywo. Ufamy wówczas gdy komuś nieznanemu w pociągu opowiadamy swoje życie i wtedy gdy spędzając czas z partnerem oddajemy mu się bez reszty. Zaufanie jednak nie polega na doskonałości, na dotrzymaniu sekretu, zaciśnięciu zębów gdy trzeba. Na czym więc polega zaufanie?

Doświadczanie

W ostatnim czasie spotyka mnie wiele dobroci. Pląsa ona ze mną słowami, myślami, ludzkimi czynami, barwą, dźwiękiem... Tańcem i dotykiem pląsa jakby otulając mnie sobą chciała wprowadzić do spokojnego przeżywania siebie. Spokój jaki niesie ze sobą ów pląs wprawia w zachwyt, ciszę, dobroć, zadumę i szaleństwo. One wszystkie są pięknym wyrazem szczęścia.
Doświadczanie dobra....

Można doświadczać intelektualnie. Tańczyć z komórkami mózgu w partnerstwie jak z najbliższym kochankiem, bo to przecież prawda. To wielkie przenikanie siebie.

Można doświadczać emocjami. Urokliwie zachwycać się delikatnością skóry dziecka, promieniami słońca, podwójną tęczą, spojrzeniem osoby kochanej. Można wówczas tańczyć ze światem, komponować, pracować, z ludźmi bez końca rozmawiać. Można zakochiwać się we świecie i świat w sobie ukochiwać.

Można doświadczać duchem. Mistycznie docierać do stanów, które unoszą człowieka ponad niego samego. Poznawać siebie samego na nowo, bez ograniczeń. Być w sobie głęboko.

Można doświadczać na różne sposoby. Jak wielu jest ludzi, tak wiele jest dróg doświadczenia, metod na poznawanie, zrozumienie, odczuwanie, na wszystko co ludzkie. I jest jedna prawda, która w każdej z tych dróg olśniewa oczywistością - doświadczenie zawsze ubogaca.

Dziś nie rozmawiam z Tobą tak jak czynię to zazwyczaj. Dziś mówię do Ciebie chcąc zadać pytanie - jakie jest Twoje doświadczenie?

Dziś chcę Ci podziękować za doświadczenie jakim mnie obdarowujesz. Niezależnie od tego, czy jesteś świadom swego działania czy też nie. Dziękuję, że dzięki Tobie ja mogę doświadczać.

Dziś chcę Ci opowiedzieć historię...
Wczoraj poznałam piękno w swojej żywej postaci, doświadczalnej, wręcz laboratoryjnej. Dotknęłam owego piękna, dotykałam całą sobą. Dawało mi to doświadczenie tak mistycznie piękne i tak emocjonalnie przejrzyste doświadczenie, że wówczas pojęłam jak ważna jest istota przeżywania. Nie teoretyzowanie. Nie dyskusja, choć i ta pobudza, jednak najważniejsze jest doświadczenie.
Jeśli możesz dotknąć piękna, jeśli dane jest Ci obcowanie z wszechogarniającym dobrem - to pojmujesz o czym teraz mówię. Jeśli serce Twoje otwarte jest na to co dziś się wydarzy, jeśli masz w sobie tyle odwagi by zamilknąć, milczeć i kochać jednocześnie to jesteś bliski memu sercu. Bliższy niż ktokolwiek. Dziękuję, że dane mi jest obcowanie z Tobą.

6 listopada 2009

Dziękuję

Czasem, gdy zaczynam pisać nie potrafię przewidzieć efektu. Nie wiem o czym piszę. Mam emocje i to one pobudzają mnie do sypania słowami. Czasem mam świadomość, że oprócz emocji jest jeszcze jakiś obszar, w głębi mnie samej, który właśnie szuka dla siebie ujścia. Słowa lub taniec mogą stać się drogą dla tej głębszej istoty by mogła się wyrazić przeze mnie. Niejednokrotnie jednak piszę świadomie, mając w głowie przemyślenia jakie pojawiają się we mnie w wyniku obserwacji, analizy, świadomego przeżywania siebie.
W każdym przypadku dzielę się moimi myślami, dzielę się sobą w postaci świadomej lub uświadamianej. W każdym przypadku daję z siebie to co sama uznaję za wartościowe. Idąc tym torem myślenia docieram do pewnej prawdy - że to ja wybieram swoich Czytelników.
To Ciebie chcę tutaj ugościć, oddając Ci wszelkie honory. To z Tobą dzielę się swoim wnętrzem, dając to co mam najlepszego. Z Tobą rozmawiam o słowach tu zapisanych, bo nam obydwojgu sprawia to radość - móc dzielić się sobą. Tu parzę herbatę, włączam szeptaną muzykę i zapalam świeczki po to by było nam dobrze w naszym pokoju nieograniczonym murami. Na stole pojawiają się filiżanki, dzbanki, owoce, słodkości, wino, wszystko to co pojawia się na nim zawsze gdy ma miejsce ważne spotkanie.
Dziś piszę specjalnie dla Ciebie. Piszę z tej właśnie okazji, że jesteś tutaj bo i Ty i ja tego właśnie chcemy. Chcemy spotkania. Piszę by Tobie podziękować za to, że przyjmujesz moje zaproszenie, zawsze gdy je wysyłam. Dziękuję, że Twoja obecność daje mi pewność, że warto wspominać o naszym wspólnym przebywaniu. Dziękuję także za nasze rozmowy, doświadczenia, to czym mnie obdarowujesz, bo to właśnie staje się dla mnie źródłem twórczego wyrażenia mojego odbioru tychże zdarzeń. Bez wspólnego przeżywania i odczuwania wiele mogłoby nam umknąć. A teraz, czerpiąc z Ciebie i siebie, mając pewność, że dla nas to wszystko jest ważne - mam absolutną jasność, że idę w dobrą stronę.
Dziękuję za każdy, najdrobniejszy ślad Twojego istnienia w moim życiu:)

4 listopada 2009

Otwarte dłonie

Właśnie usłyszałam kolejne myśli i kolejne słowa.
Staję się niewidzialną istotą.
Staję się bytem istniejącym, istotnym, istotą.
Intuicja przeplata się z wiedzą, miłość z pożądaniem. Ludzie z ludźmi przekraczają granice. Idzie fala miłości i szczęścia.
Przebaczenie lustrzane. Przebaczanie sobie.
Kochanie trwałe. Kochanie siebie.
Są nowe drogi.
Kim jesteś? Co widzisz? Jaki jest Twój świat?
Czy Twoje dłonie są otwarte na Ciebie?

3 listopada 2009

Namiętności życia

To właśnie dziś otwieram skrzynkę zasad i oddaję się perwersjom istnienia. Namiętności życia śmigają w krwi mojej prędko. Oddech pobudzony ruchem powiek wzmaga się dźwięcznie. Kolejne kroki stawiam nieśpiesznie, by delektować się dotykiem czułego naskórka. Nazywam każde spojrzenie konkretnym imieniem. Oblewam każdą pokusę mocą. Otulam brak wiary i wiedzy pewnością. Warto!

Warto dziś spotkać mnie na swojej drodze. I warto mnie usłyszeć. Warto mnie dotknąć i warto zostawić. Warto mnie mieć i nie mieć jednocześnie. Warto mną być. I warto być ze mną.

Spolegliwość zabija namiętność. Wiedza ogłusza życie. Wiara otępia jeśli głupia. Byt zanika gdy zapomniany.

A ja jestem!

Jestem i będę bo jestem tu dziś w Tobie. I ta właśnie chwila na zawsze pozostanie Twoją namiętnością upragnioną. To mnie właśnie pragnąć będziesz w swojej szarej codzienności, poukładanej regularnym gestem, odmierzonej przy linijce. To we mnie odnajdywać będziesz swoją tęsknotę, perwersję, braki i potrzeby, to ze mną kojarzyć będziesz to co tracisz i czego pragniesz jednocześnie. Pragnienie poprowadzi Twoje myśli do mnie, bo na zawsze pozostanę Twoją namiętnością, marzeniem, Twoim Titaniciem, który zatonął... w Tobie....

To jednak nie ja zatonęłam lecz namiętność Twoja. To jej pozwoliłeś zamilknąć, zatrzasnąłeś ją i zamknąłeś na kłódkę, by nie mieszała Ci w głowie, nie ocierała się o Ciebie myślą jak kot o swojego właściciela, przychodząc i odchodząc kiedy zechce. To Ty umarłeś, zatonąłeś sam w sobie w imię Twojej własnej bezradności.

A ja jestem.

Nie uciekłam przed Tobą ani od Ciebie, nie schowałam się za stosem niebytów. Pozostałam uśmiechając się do Ciebie oczami pełnymi .... no cóż...... litości i pogardy. Bo kimże jesteś, jeśli ukrywać się musisz sam przed sobą???

2 listopada 2009

Żywioł

Taka jest chwila prawdy. Trudna.
Taka jest decyzja. Bezkompromisowa.
Takie jest życie. Zaskakujące.

Żyjąc bez namysłu, nie zdajemy sobie nawet sprawy jak bardzo jesteśmy pochłonięci obroną przed nurtem olbrzymiej rzeki, która z chwilą poczęcia nas zaczęła chłonąć. Szukamy głazów, na których moglibyśmy się zatrzymać, kawałków drewna, które mogłyby nas uchronić przed permanentnym zmęczeniem. Walka staje się treścią życia, a ubezwłasnowolnienie jego formą.
Tak można przeżyć cale życie.
Najbardziej jednak niesamowite jest to, że wszyscy waleczni rycerze twierdzą, iż nie ma innej metody na życie poza walką. A i wszelkie damy dworu, które nie potrafiły przekroczyć siebie samych - tak właśnie twierdzą. A na końcu tych mądrych maksym zawsze jest kropka, która musi być absolutnym potwierdzeniem słuszności owych słów.

Jakże nieszczęśliwi są ludzie, którzy tak właśnie myślą.
Jak nieszczęśliwy jesteś Ty, który sądzisz, że wiezienie Twoich myśli, przekonań, zasad pozbawionych logicznego wyjaśnienia musi być zachowane, bo... Bo tak trzeba. Jak nieszczęśliwa i zgorzkniała jest Twoja twarz, na której malowane są zmarszczki rozpaczy i absolutnego przekonania, że tylko ta walka ma sens. Jak bardzo żal mi tych, którzy bezwiednie poddają się nurtowi życia bez chwili zadumy nad sensem swojego istnienia w tym świecie.

Żywioł życia, potrzeby, konwenanse, nasza fizjologia, psychika - wszystko to jest po coś nam dane. Każda cząstka myśli, każde doświadczenie, opinia jaką wyrazimy - wszystkie one są nam dane. To od nas zależy czy bezwiednie poddamy się potrzebom czy zrobimy z nich użytek. To od nas zależy czy zaczniemy walczyć z naszym życiem czy też zaczniemy z nim współżyć. Naszym jest wyborem przegrana i wygrana. Naszym wyborem jest droga jaką obieramy idąc przed siebie. Żywioł życia to nasza siła, pasja, to miłość, która nas tu chce i każdego dnia powołuje do życia. Naszym wyborem jest uśmiercanie tego żywiołu lub podsycanie go coraz mocniej każdego dnia.

A Ty?
CO robisz z własnym żywiołem?

28 października 2009

Marzenia

A ja mam ochotę być ponad.
Mam ochotę wzbić się w sobie ponad sobą.
Mam pragnienie wzbić się tak by ani chwili lotu nie utracić.

Każdy z nas ma swoją prawdę, swoją drogę, marzenia, plany, sposób myślenia. Na każdego wpływa co innego i każdy z nas innym czynnikom podlega. Dla jednego ważna jest tradycja, dla innego wiedza, gdzieś indziej jawi się nauka, a czasem pojawia się wrażliwość. I tak mając w sobie społeczną i wewnętrzną wielobarwność spotykamy się i mijamy. Czasem zostajemy w sobie, dla siebie na zawsze, a czasem spełniamy swoją funkcję by iść dalej. Każdy dostaje swoją naukę, uczniem będąc i nauczycielem.

Taki jest nasz świat. Różnobarwność sprawia, że jesteśmy nią zachwyceni, czujemy się bezpieczni - bo każdy tak jak my, jest odmienny, co rzecz jasna nas łączy. Ulegamy ponętności zakazanych owoców, które co krok pojawiają się na naszych ścieżkach. Ta sama wielorakość daje jednak poczucie osamotnienia, bo skoro każdy jest różny - nikt nigdy z drugim człowiekiem pełni nie doświadczy. Wszelkie wewnętrzne pragnienia nazwane słowami bliskimi jednej osobie mogą stać się czymś zupełnie innym w uszach drugiego człowieka.

A ja pragnę pełni. Pragnę pełni niezależnej, ponadczasowej, takiej gdy trudne doświadczenie nie staje się klątwą, a jedynie zadaniem. Zadaniem które wykonując przekraczam samą siebie.

27 października 2009

Arc-en-ciel - z Cyklu "ciało"

Łąka.
Niebo. Wielobarwne niebo. Niebo, które tańczy. Niebo w barwach licznych. Niebo - tęcza. Niebo - słońce. Niebo - deszcz. Niebo. Niebo nad Tobą.
Baldachim. Baldachim śnieżnobiały. Koronkowy. Prześwituje baldachim. Podpatrujesz. Oczywiście podpatrujesz. Niebo w barwach tęczy.
Leżycie pod baldachimem. Oczy zamknięte, może zmrużone. Leżycie nadzy.
Biedronka.
Biedronka przycupnęła na skrawku piersi Twojej kochanki. Zastygła chwilę w bezruchu. Kochanka spokojnie oddycha. Jej piersi raz wznoszą się ku Tobie, raz opadają. Spokojnie. Biedronka zaczyna kroczyć. Po jej ciele kroczy.
Dokąd ma iść?
Sutki, szyja, biodro, brzuch, pępek, łono, wargi, stop! Tam biedronka nie wejdzie. Wznosi się. Widzisz ją. Wciąż obserwowałeś jak upajała się ciałem Twojej kochanki.
Twój brzuch. Czemu one wciąż lądują na brzuchu?!? Chwila konsternacji. Widzisz ją więc ją czujesz. Milczysz.
Biedronka idzie. Kroczy w dół Twego ciała. Gąszcz włosów ją powstrzymuje. Przystaje czasem, a czasem podnieca ją ciekawość. Zapach. Świat tęczowy.
Uleciała! Czuła, że to ponad siły. Twoje.
Coś się stało. Co - nie wiesz. Nie pytasz. Ona ma oczy zamknięte. Uśmiech na twarzy jej lśni jak diament. Ustami swymi łagodnie przesuwasz się po jej ciele. W dół i górę. W dół i górę. Muskasz ją sobą. Unosisz się nad nią w płomieniach pożądania i spokojnie, czule w nią wchodzisz. Przenikasz tę błogość, której biedronka dotknąć nie chciała. Jest tylko Twoją. Posuwistym ruchem zdobywasz ją słysząc jak i ona pragnie Ciebie. Mocno. Mocniej. Słyszysz już jedynie świat w sobie. Oddechy. Pragnienia. Pożądania.
Żałujesz, że nim nie jesteś. Słyszysz swoje ciało. Widzisz jak się budzi. Budzi się marząc o kochance z tęczowej krainy. Szybko. Głośniej. W pełni. .... już ..... już.... krzyk....









cisza









opadasz na jej piersi


wtulasz się w bezkres namiętnego ciepła



już

19 października 2009

Nowy czas nastał

Było świata powstanie
Było jego tworzenie
Był i świt
I noc była
Wszystko już za nami

Zamknij drzwi
Okraś przyszłość sobą
Rozmiłuj istnienie
I kochaj
Kochaj bez końca

Czas nowy nastał

18 października 2009

Ziarno - z Cyklu "ciało"

Sen. Szum. Szemranie. Szelest.
Leży.
Ziarnko piasku.
Małe, niewidoczne gołym okiem, zagubione gdzieś przy biorze. Jak wydmy - biodra otulają ziarenko piasku. A ono raz tu, raz tam, przemieszcza się wraz z podmuchem wiatru.
Sen.
Spokojna śni.
Ziarno pływa.
Nie czuć go wcale.
Naga.
Zamknięte oczy.
Szum fal otula sobą tak niezwykle, że tak właśnie pragnie zostać. Zamknięte wciąż oczy i szum fal. Ziarno opływa jej brzuch, biodra, zatrzymuje się gdzieś... Gdzie?
Zamknięte oczy, dłoń wędruje zgodnie z linią ciała. Ziarna piasku przypruszyły ciało. Przybyły z wiatrem. Zakryta nagość. Dłoń ją odsłania.
Jesteś nieopodal. Widzisz.
Ziarna piasku tańczą między biodrami i piersiami. Dłoń od czasu do czasu strąca ziarna piasku. Nie wiesz gdzie jest pierwsze ziarenko. Nie znajdziesz już go. Bo jak? Ono takie małe. Nie widać go. Teraz tak wiele ziaren. Widzisz je. Widzisz. Bo jesteś. Jesteś przecież. Już jesteś...
Ziarna tańczą.
Ciało.
Otwarte.
Zaproszenie.

Lód - z Cyklu "ciało"

Gorący lód pali. Zanurza się wolno. Zanurza się coraz bardziej.
STOP!
Tak nie można! Ciało świątynią jest! Nie jest obiektem!
Ciało jest pięknem, wytworem artysty, darem, pragnieniem.
Uszanujmy ciało...

Drobna bryła lodu leży nieruchomo. Odbija się w niej blask świeczki. Jest półmrok. Czasem jaśnieje, czasem ciemnieje. Gdy oddychasz mocniej czuć falowanie płomieni. Lód leży. Maleje. Z chwili na chwilę tworzą się pojedyńcze krople niczym poranna rosa. Krople spływają po wargach. A Ty patrzysz. Krople oplatają wargi. Zimno i gorąco. Skrępowana zaczyna się wić w sobie.

Bryła lodu maleje.
Krople przenikają do wewnątrz.
Wpatrujesz się w krople.
Oddychasz.
Oddycha.
Wargi drętwe od zimna, rozpalone od chwili.
Nieustanne oczekiwanie.

Powoli zbliżasz sie ustami do bryły lodu. Czujesz ją. Obejmujesz ustami i delikatnie prowadzisz po jej ciele. Bryła się topi. Topi się. I... Już jej nie ma. Są krople rosy. Każdą delikatnie wyczuwasz i obejmujesz ustami. Każdą pochłaniasz z największą czułością. Ona się wije. Zbierasz kroplę za kroplą. Z jej ust. Z jej wnętrza. Z jej piękna. Szaleje. Zachłannie ogrzewasz ją. Kroplę. Ostatnią kroplę.

Stało się.

17 października 2009

Bursztyn - z Cyklu "ciało"

Odchyliła głowę lekko na bok by odgarnąć włosy. Przeszkadzały jej nieco. Z oddali widać było błyszczący wisior na jej szyi.
Piekny, błyszczący bursztyn. Ciepło biło zeń tak mocno, że przykuwał uwagę przechodniów. Kelner obsługujący kobietę z bursztynem nie mógł od niego oderwać oczu. Rozlał kawę, potknął się o krzesło kobiety. Ten bursztyn, tak okrągły, tak idealny kształtem osadzony w dołeczku jej szyi zciągał jego wszelką koncentrację.
Nie stało się nic. Kawa rozlana stała się powodem do kilku chwil rozmowy, spojrzeń delikatnych i deseru na koszt firmy. Spontaniczna rozmowa dodająca chwili esensji, wyrazistości. Ona i tak była daleko.
Bursztyn błyszczał, a ona zamyślona z lekko odchyloną głową siedziała nad deserem i spoglądała nieobecnym spojrzeniem przed siebie. Twarze. Ruch ludzkich ciał. Wonność serwowanych dań. Wszystko co otaczało ją afirmawała gdzieś w głąb. Słyszała stukot talerzy, sztućców, oddechy panów zapatrzonych w swoje partnerki. Była w środku tego świata, a nie była w nim jednocześnie.
Bursztyn.
Kelner nie mógł się powstrzymać. Spytał skąd go ma. Zbliżył się do niej, zniżył głowę by przyjżeć się bursztynowi. Zbliżył twarz do jej szyi. Oglądał dokładnie. Nagle! Nagle swoją dłonią dotknął wisior i wpatrywał się w niego z zachwytem. Jego dłoń niemal muskała jej szyję. Czuła jego oddech i spojrzenie na sobie. Czuła ciepło jakie emanowało z jego dotyku.
Wpatrujesz się w nią. Widzisz powab skóry. Delikatnej, niczym nie splamionej skóry, której jedwab spływa w secesyjnym kształcie wprost po dojrzałej sylwetce. Nie unikasz jej spojrzeniem. Łakniesz jej. Pragniesz spojrzeć z bliska na bursztyn, jak ten kelner. Chcesz nim być.
Odgarnia włosy. Spływają po jej ciele odkrywając bursztyn co błyszczy na jej szyi. Wpatrujesz się weń. Pulsujesz. Krew Twoja płynie szybciej. Oddychasz! Szybko! Biegniesz! Pragniesz! Usiłujesz się powstrzymać! Nie!! Nie potrafisz! Już?! JUŻ!!
Nie zaprosiłeś jej.
Nie mogłeś.

16 października 2009

Motyl - z Cyklu "ciało"

Jest.
Skąd?
Nieważne.
Jest!
Spódnica lekko odchylona odkryła kolano. Motyl. Na kolanie usiadł motyl. Paź Królowej. Czy ja jestem Królową?
Siedzi. Czasem muska kolano skrzydełkami. Trzepot skrzydeł wprawia ciało w delikatny zachwyt. Wpatruję się w niego. Jego barwne skrzydła ujmują swym powabem. Smukłe. Delikatne. Byle wiatr, silny dotyk, a motyl zanika.
Muska. Muska swoim pięknem. Muska swoim dotykiem. Trzepotanie jego skrzydełek wprawia całe ciało w odrętwienie.
Oczy. Głęboko zapatrzone oczy dosięgają beztroski i zachwytu.
Twoja dłoń opada spokojnym gestem by zbliżyć się do motyla. Suną palce po spódnicy zbliżając się do nagiego kolana. Oddech jakby intensywniejszy. Rumieniec na twarzy. Chciałoby się go schować, ukryć, odciąć pragnienie od dłoni, która pragnie. Pragnie zbliżyć się do motyla. Ująć go w ciepło dłoni, ogarnąć ciepłem.
Kolano drży.
Motyl zaniepokojony zbliżającym się zagrożeniem coraz częściej trzepoce skrzydłami. Jakby gotował się do lotu. Do ucieczki.
Kolano drży. Sutki twarde, piersi napęczniałe. Wonność wilgotnego powabu roztacza się wokół. Spojrzenia kuszące spotykają się uciekając przed sobą w tej samej chwili.

Motyl odfrunął.

15 października 2009

Kropla - z Cyklu "ciało"

Kropla. Wyobraź sobie kroplę. Kropla delikatna. Kropla mała, skromna, niemal niewidoczna zatrzymała się na piersi. Zatrzymała się i czeka. Spogląda na świat wielki osadzając się bezpiecznie na delikatnym sutku. Tam jest dobrze. Tam jest miękko. Tam jest tajemniczo.
Lubię patrzeć na tę kroplę. To jak rosa poranna, gdy w ogrodzie na pachnącej trawie pijesz kawę i upajasz się blaskami słońca oblewającego Twoje ciało. Zamykasz wtedy oczy i wczuwasz się w każdy gest słońca, jaki czyni dotykając Ciebie z chwili na chwilę coraz goręcej.
A kropla nie opada. Jest wciąż wtulona w słoneczny pierścień wokół sutka. Zupełnie jakby miała tam być już na zawsze. Tam pozostać. Jej naprawdę z daleka nie widać. Musisz się zbliżyć. Ale spokojnie. Na palcach. Nie przestrasz jej, gdy drgnie ciało kropla spadnie. I nie wróci.
Dreszcze przywołują wspomnienie nagiego tańca. Gdy muzyka sama Ciebie oblewa, a Ty poddając się jej malujesz sobą obrazy. I smuga cienia, niewidzialnej pasji rozprzestrzenia się wszędzie tam gdzie sięga Twój gest. Masz zamknięte oczy. Wypatrujesz jedynie kolejnego pragnienia swego ja. Słuchasz oddechu i zmęczenia, szukasz kropli potu, docierasz do dźwięków, jakich wcześniej nie zauważyłaś. I tak z chwili na chwilę zmęczona, ujęta powabem szaleństwa wewnątrz Twego świata opadasz na brzeg ciszy. By spokojnie sunąc w delikatnej poświacie wyciszonych, uspokojonych dźwięków zasnąć.
Kropla na Twojej piersi zatraca już poczucie istnienia. Może to ciepło Twego ciała. Może jednak Twoja niestałość to sprawia, że kropla ledwie utrzymuje się na Twoim pięknym ciele. Nie wiem tego. Widzę jedynie jak ona opada. Wolno. Toczy się smugą, niemal niewidoczną smugą po Twojej piersi zbliżając się do brzucha. I tam gdzieś zanika. Podróż dobiegła końca.
Kropla znikła.

12 października 2009

Irracjonalnie

Irracjonalnie stawiam kroki bo racjonalność mi nie po drodze.
Irracjonalnie pukam, błądzę, szukam, rezygnuję. Po swojemu. Sama.
Irracjonalnie szczęśliwa jestem.
Irracjonalnie widzę piękno.
Irracjonalnych ludzi jest wielu.
Irracjonalnie.

Chwila czasem o wszystkim przesądza. Jedna chwila, niewidoczna dla oka, mała, skromna, delikatna. Jedna chwila nieuwagi lub uwagi. Chwila płomienna, spontaniczna, wyrozumiała... Jedna chwila może zmienić świat.

Obserwuj chwile.
Chwilę za chwilą i patrz.
Czy ta chwila ma zmienić Twoje życie?

10 października 2009

Wernisaż Aniołów Sztuki







Kochani,
Wernisaż Aniołów Sztuki odbył się i przeżyliśmy go w kameralnej, ciepłej, pełnej zadumy atmosferze. Na spotkanie przybyła jedna z Artystek Magdalena Magrzyk oraz zadebiutowałą odczytem kilku swoich poetyckich i prozatorskich tekstów Monika Burzykowska - Ambasadorka Warszawskich Aniołów Sztuki.
Warto kroczyć drogą serca!
Prezentuję kilka zdjęć, autorstwa Magdy Magrzyk, ilustrujących nasze spotkanie!!




Wernisaż prac Aniołów Sztuki grup kieleckiej i warszawskiej. W wernisażu będzie można poznać prace:
- Maryli Wierzbowskiej
- Moniki Hartman
- Agnieszki Łuczyńskiej
- Magdaleny Magrzyk
W trakcie wernisażu wysłuchamy wybrane utwory poetyckie Moniki Burzykowskiej.



Góra Kalwaria - Ośrodek Kultury, ks. Sajny 14
od 17 października, 15:00 do 17 października, 17:00
http://www.kulturagk.pl/dzialania/70
Wstęp wolny.
Ciepła atmosfera i skromny poczęstunek gwarantowane:)
Zapraszam !!!!

6 października 2009

100% normy

Stanęła.
Oparła się o ścianę, zamknęła oczy, dłońmi poprawiła sukienkę i urzeczona dźwiękami - osunęła się na schodek, na którym stała. Ogarniała ją cisza choć ta cisza nie była zbyt cicha. Samochody przejeżdżające obok kamienicy, głosy przechodniów, stukot szpilek, pojedynczy śpiew ptaków - to wszystko emanowało z ciszy. A ona słuchała.
Czas się zatrzymał. Bo czasu nie ma w ogóle. Ona sama decydowała kiedy jej czas się obudzi, kiedy zaistnieje, a kiedy zaśnie. Ona sama decydowała o krokach jakie stawiała. Sama decydowała kogo obdarzyć sobą, komu siebie odebrać. Sama decydowała, kto jest gotowy, a kto daleko jeszcze w swojej podróży. Wiedziała, że jej byt istnieje.

Radośnie.
Słysząc te dźwięki radośnie ujmowała samą siebie. Delikatnie otulała siebie dłońmi. Uśmiechała się. Miała zamknięte, a jednak uśmiechnięte oczy. Miała dojrzałą skórę, widoczne były ślady wieku, niemniej bił z jej twarzy radosny blask. Biło ciepło, dobroć, emanowała jej twarz radością. Nie! To już nie tylko radość! To szczęście!

Szczęście.
Pisanie o trudach człowieczych nie jest niczym nowym. Skołatane serca osób są częścią życia. Nie jest niczym nowym wspieranie osób znanych. Modlitwa, mantra, cokolwiek. Przekroczenie granicy jest czymś nowym. Świadome przekroczenie granicy we własnym wnętrzu, we własnym doświadczeniu. Świadome przekraczanie TAK i NIE. Świadome kreowanie istnienia. Tu właśnie pojawiło się szczęście, gdy zaczęła się świadoma reakcja na siebie, na świat, pełna akceptacja, konsekwencja otwarcia na inność i odmienność. Szczęście zjawia się tu gdy wspierać zaczyna się kogoś nieznanego i znanego, gdy akceptacja dotyka każdego skrawka istnienia, gdy świadomość unosi nas ponad nas samych.

Minął czas.
Gdy kumulacja myśli dobiegła zenitu - eksplodowały radości w jej wnętrzu. Coraz bardziej spokojna w oczach innych - coraz silniejsza i stanowcza stawała się w środku. Szczęście nie uczy tkliwego użalania się, pielęgnowania smutku. Szczęście to stanowcza decyzja i konsekwentne w niej wytrwanie.

Decyzja?
Tak! Decyzja!

2 października 2009

Granice - wybory

Po lampce wina człowiek się staje bardziej odważny. Po kieliszku wódki, narkotykach, różnych sposobach na życie - jest łatwiej, prościej, bardziej bez rumieńca na twarzy. Wtedy można beztrosko malować, śpiewać, pisać, tworzyć. Wtedy można oddawać się nieskończoności doznań. Spontaniczność płynie w żyłach jak wodospad, doznania wzmożone, wielkie, nieokiełznane.
A co wtedy gdy jest świadomość?
Gdzie są granice? A gdzie decydowanie? Które granice przekraczać, a które stanowią jedynie terytorium bezpiecznego azylu?
Kiedy granica jest efektem niemocy, a kiedy świadomego wyboru?

28 września 2009

(...)

"...i nigdy nie wiesz mówiąc o miłości
czy pierwsza jest ostatnią
czy ostatnia pierwszą..."
x. Jan Twardowski

27 września 2009

Bo to się właśnie tak zaczyna....

Miłości nie uczymy sie z książek. Miłości nie uczymy się z filmów. Miłości uczymy się z życia. Miłości się uczymy i tworzymy ją jednocześnie. Nikt z nas nie ma jasnej odpowiedzi czym ona jest, choć tak wiele słów na jej temat i melodii powstało, to wciąż każdy szuka swojego pojęcia miłości.
Dla mnie miłością jest to co sprawia, że jestem tu i to ma sens. Sens czyli powód, istota, konsekwencja. A zaczęło się od braku miłości, od jej poszukiwań, pragnienia, pożądania. Skomlące dziecko nie może nic więcej jak tylko przyjmować to co daje mu świat dorosłych. Nic ponad gest, akceptacje, miłość, odrzucenie, zapomnienie. Nic ponad to czym świat dorosłych się staje z biegiem lat, w trakcie których uciekamy - my dorośli - od istoty naszego bycia do nieistotnego posiadania. "Mieć czy być" nie zostało wymyślone kiedyś tam, ot tak sobie. To także wzięło się z jakiegoś początku, z jakiegoś braku, z jakiegoś pragnienia.
Brak miłości może poprowadzić przynajmniej dwiema ścieżkami do przodu - zaprzeczenia miłości lub usilnego jej tworzenia, poszukiwania. To, jaką ścieżkę obierzemy przyniesie później, w latach dorosłości efekty. Upragnione, lub takie, jakich nigdy byśmy nie chcieli.

Kompletne zaufanie, droga wiary, jaką było mi dane poznać w latach dojrzewania sprawiły, że dziś patrzę na Ciebie oczami miłości i akceptacji. Wiem jak trudno jest kochać, jeśli się nie jest kochanym, jak ciężko dbać o własne szczęście jeśli się go szuka, nie znając go. Dane mi było doświadczyć wszystkiego co dziś pozwala ochronić Ciebie w moich ramionach absolutną empatią i miłością. Niezależnie od tego gdzie jesteś.

Lata odrzucenia i barku akceptacji jakich doświadczyłam dziś ukazują mi jak ważny dla dziecka jest tato i mama, którzy się kochają. Jak ważna jest ich wiara w samych siebie, w ich miłość i sens ich wspólnego życia. Jak ogromną moc ma szacunek i nieograniczona niczym akceptacja. Dziś wiem, że zawsze gdy odchodzisz - ranisz. Wiem też, że i z tego mogą narodzić się dobre owoce. Bo każdy z nas - Ty, ja, dziecko, które dziś jeszcze niewiele wie, każdy jest wolnym człowiekiem, powołanym do miłości. Jeśli każdy z nas o miłość zadba - osiągnie stan błogosławionej wolności. Jeśli pozostawimy nasze życie samemu sobie, bez determinacji i odpowiedzialności, bez akceptowania i wybaczania - zaczniemy się skupiać na świecie, na który nie mamy wpływu. Wtedy sami siebie możemy pogrążyć.

Dziś w nocy w moim życiu wydarzył się cud. Moja miłość ku drugiemu człowiekowi wygrała. Dając bezpieczeńśtwo, dobroć i zawsze otwarte ramiona - przyjęła to co jakiś czas temu musiało przeistoczyć się w zgliszcza zapomnienia. Dziś wiem, że miłość jeśli jest - jest na zawsze, niezmiennie miłosierna, czuła i empatyczna. I nawet jeśli ludzkie drogi się zaledwie krzyżują - miłość może istnieć i istnieje.

Takich nocy, jak ta, jaką było mi dane dziś przeżyć - jest więcej na naszej ziemi. Takich osób, które przepełnione są miłością i akceptacją jest więcej. Dobro jest na świecie i czułość i miłość i bezpieczeństwo. Świat jest pięknym kwiatem. Sensem życia człowieka jest to aby każdego dnia pomimo szarości poranka otwierać oczy i dostrzegać wschód słońca.

Wam A.W., A., T.G.

25 września 2009

Dotykaj

Siebie

Jego
Teraz
Za chwilę
Bez końca
Czule
Mocno
Zdecydowanie
Zawsze

24 września 2009

A ja płynę

A ja płynę
Przez krainę łez i rozterek
kołysząc się niczym trawa morska
lecz stoję twardo zakorzeniona
w życiu
A ja śpiewam
Skowronkom towarzyszę w pieśni miłości
bezpowrotnie upragnionej
na zawsze
A ja jestem
Niczym
Wszystkim
Jestem


Przyglądając się ludziom dostrzegam wciąż te same źródła. Źródło lęku, niepewności, braku akceptacji. Sama uczestniczę w tym życiu, nie mogę zatem obserwować go tak jakbym chciała. Może kiedy zostanę aniołem - będzie to możliwe. Teraz jednak otulając się ciszą każdego wieczora dane mi jest spostrzegać to co przeciętnemu, zabieganemu człowiekowi jest nieznane, niedostępne wręcz. Widzę wolność, która nie jest teorią. Widzę miłość, której przypisuję absolutny prym w tworzeniu dobra. Widzę delikatność nieśmiałą w oczach osób, które łakną czułości, akceptacji, utulenia. Dane mi jest kochać tego, kto pragnie być kochanym, pozostając w wolności.
Gdy wieczorem spoglądam w gwiazdy, doświadczając w ich obliczu pełnego bezpieczeństwa uświadamiam sobie jak wiele w życiu ode mnie zależy. Pierwotne uposażenie, jakie otrzymuję rodząc się w świecie jest jedynie moim początkiem, jest pójściem w świat z węzełkiem podstawowych przymiotów, które w życiu maja się mnożyć. Ja jednak niosę ów węzełek z bibelotami i ja wprawiam je w ruch. Lub też - nie czynię tego.
Kiedy dostrzegam siebie w tym obrazie - widzę mijane osoby, widzę ich twarze, dłonie, zamyślenie i koncentrację na tym, na co nie mają wpływu. To taka delikatna porażka człowieka. Ta zaduma, której ścieżka prowadzi nas w świat nam nieposłuszny, zamiast wprowadzać w krainę wewnętrznego piękna i siły. Widzę wówczas właśnie jak człowiek się gubi, jak tęskni za bezpieczeństwem, które bezpowrotnie utracił i nie potrafi go odzyskać. Widzę jak człowiek ucieka od siebie, nie doświadczając miłości, jak szuka słabości w świecie, w innych ludziach by tym samym dać sobie minimum poczucia, że jest ważny. Samookaleczenie powodowane brakiem miłości.

Kiedy wsłuchuję się w słowa osób, z którymi dane mi jest przebywać - czerpię z nich mądrość, daję im radość. Gdy mogę wysłuchać choćby kilku słów o życiu, o istnieniu, o interpretacji - mogę pokochać bardziej. Gdy zaczynam mówić - to już pragnę miłować by nie tracić czasu na słowa pozbawione serca. Gdy wpatruję się oczami pełnymi błękitu w człowieka - oblewam go ciepłem i akceptacją.

Te słowa, tak spokojne, tak delikatne i tak permanentnie potwierdzane wypływają ze mnie zawsze gdy na chwilę zatrzymam się by pokochać. Zatrzymaj się ze mną. Dołącz do mojego korowodu życia szczęśliwego, odnajdując swoją, osobistą drogę.

Utajenie

Kiedy słów brakuje by logikę potwierdzić swoim istnieniem piszą się słowa bezbarwnie kolorowe. Ot tak się piszą, bez ładu ni składu. Któż słowo pojąć może? Ty? Ja?
Kto zapadnie w odmęty szału, którego okiełznać się nie chce?
Ciągle gdzieś lęk si jawi. Ot taki sobie lęk jak strach na wróble. Nic nie może. Nic nie umie. Sił nie ma, a straszy.
Zmysły prowadzą. Dłoń do przodu wyciągnięta. Dotyka. Mur. Pierś. Twarz. Kwiat. Szyba. Bezmiar.
Za zmysłami podążać rzecz piękna. Jak czułość co muska delikatnie szmery życia.
Za zmysłami kroczyć i nie kwilić, nie lękać się piękna.

Otulaj się delikatnie moim istnieniem. Otulaj pięknem ciszy i spojrzenia. Otulaj pragnieniem, pożądaniem, byciem. Niech nie kwili już Twoja samotność. Jesteś. Bądź. Nie ustawaj. Trwaj. Trwaj we mnie. Ja trwać pragnę w Tobie. Trwajmy.

Chodź

Nie obawiaj się
Ani ciszy
ani miłości
dotyku
ni spokoju

Podaję Ci dłoń
Słowo daję Tobie jak dar
najpiękniejszy
ze mnie samej

Jestem tu
dla Ciebie
dzięki Tobie
poprzez Ciebie

Nie czekaj
Śmierć nadejdzie sama spokojnie
Otuli sobą

Teraz żyj!

Namiętność do istnienia
Ptak
Wolny

Smutek?
Radość?
Szczęście?
Wszystko
Ty cały!

Cierpisz - to zadanie
Radujesz się - to zadanie
Żyjesz - to zadanie

Tobie

Uciszenie

Pył pragnienia westchnienia
Smak nasycenia niedosycenia
Pragnienie gorejące
Szepty okalające życie
Przebywanie
Ot tak
Z natury swej
Cisza
Milczenie
Dotyk
Smuga
Zachwyt

22 września 2009

Kroki

Nie ma sensu krok postawiony bez miłości.
Radykalne to są słowa ale z dnia na dzień łykam cząstki życia coraz bardziej potwierdzające ich sens. W miłości zawarte jest całe piękno. Całe dobro, z którego wynika chęć do życia, miłowania, odpowiedzialności, do kochania.
Nie ma sensu krok postawiony bez miłości jeśli nie jest miłości poszukiwaniem. Nie każdy z nas już dziś wie czym ona jest. Nie każdy pojmuje kochanie drugiego człowieka. Nie każdy pojmuje, że siebie samego kochać trzeba najpierw by kochac dalej, w wolności, dobroci, bez zazdrości, ograniczenia.
Nie ma sensu krok postawiony bez miłości gdy jego celem jest coś innego niż sama miłość. Tak po prostu. Zwyczajnie.
Życzę Ci odwagi do miłości.

17 września 2009

Kolejność wydarzeń

Najsampierw było cierpienie. Lata cierpienia bez odpowiedzi na zadawane pytania. Liczenie dni do kresu, oczekiwanie go, prowokowanie... Brak zrozumienia, samotność pisząca wiersze i słowa w pamiętniku. Stosy zapisanych zeszytów, które należy może dziś spalić. Czy należy - nie wiem? To część historii...
Potem czas poznawania, szukania, nauki. Czas dostrzegania wartości, wiary w dobro, wiary w sens. W sens życia, dobroć ludzi, sens istnienia. Lata poszukiwań siebie i innych, ryzykowania, podejmowania kroków z lękiem po to tylko by iść za intuicją. Nie było nic poza nią.

Potem życie. Egzaminy kolejno zdawane. Jak na uczelni. Jak w indeksie kolejne wpisy i oceny. Jednowzroczne opinie. Bez możliwości negocjacji.
A serce wciąż parło przed siebie. Niechętnie. Z lękiem coraz to nowym. Skrzydła podcięte. A intuicja wciąż namawiała by iść. Czy można było nie iść? Stanąć okoniem? Czy można było inaczej niż po swojemu? Czy maski naprawdę istnieją? Może to jedynie złudzenie, że ukrywamy samych siebie. Może jedynie nie umiemy siebie, nie znamy. Może większość z nas pozostaje na etapie poszukiwania? I to jedyny powód owych masek, o których wciąż mówimy wokół?

A potem punkt zero. I tego punktu nikt już naruszyć nie może.
Emanacja radości, miłości i realizacji....
Może nie każdy predystynowany jest do szczęścia. Nie wiem tego. A może każdy ma szansę by być szczęśliwym w swoim świecie? Ja chcę wierzyć, że każdy ma swoją szansę. I to nie jedną. Chcę wierzyć, że nie jesteśmy bezwolni, nie jesteśmy pionkami na planszy świata, ale kreatorami, designerami, osobami wyposażonymi w wolę i wolność.
Chcę wierzyć, że każdy z nas jest tu po to by kochać i być kochanym. W tym widzę sens. Braki jakie mamy po to są by mogły być wypełnione przez życiowych przechodniów. To jak akt miłości kobiety i mężczyny. Akt wypełnienia. Pełnia.
Nasze tęsknoty, feromony, trudności, radości to wszystko po to nas doświadcza byśmy w całości mogli być nie tylko świadkami ale i głównymi odbiorcami i twórcami pełni. Jedyne co do nas należy to nie omijać siebie samych, nie zostawiać bezładnie porzuconych bo cały świat ważniejszy od naszych spraw. Czemu samych siebie tak zaniedbujemy? Czemu?

Punkt zero to stan absolutnej równowagi. Nie pytasz już o sens. Wiesz zwyczajnie, że on jest. Nie szukasz akceptacji bo zwyczajnie ją masz. Nie szukasz miłości ale zaczynasz nią emanować. Punkt zero to punkt wolności, gdzie będąc kimś - stajesz się nim absolutnie świadomie.

Są rzeczy, których sens widać dopiero po jakimś czasie. Może w niektórych przypadkach nie jest nam dane by go poznać bo nasze zadanie polegało na czymś innym, albo sami nie daliśmy sobie szansy zrozumienia, przeżycia. Czasem jednak wyjaśnienia przychodzą jak fala dobrych promieni słońca. Jeden za drugim łagodnie tuli całe nasze ciało, aż przenikają nas dreszcze urokliwe. Bo wtedy zaczynamy wiedzieć. Wtedy już nie mamy potrzeby zadawania pytań. Wtedy akceptacja świata i miłość do niego pochłania w całości i serce i rozum. Wtedy zwyczajnie miłujesz. Jesteś by miłować.

Każdy z nas jest ważnym ogniwem. Każdy nauczycielem i uczniem. Każdy pragnie miłować i być miłowanym. Tak mówi mi serce.

Mijanie

Czasu mijanie
Ciała mijanie
Myśli mijanie
Bytu mijanie
Mijanie
Czekanie

Im więcej czasu przemija - znajduję więcej dobra. Więcej miłości wokół dostrzegam, chęci bycia sercem, a nie goryczą. Pragnienie serca z dnia na dzień staje się siłą kształtującą sposób myślenia.
Czasem trzeba odejść, zostać lub zostawić. Czasem milczeć. Choć wcale tego nie chcemy. Ale czasem to jedyny sposób by oddać się przestrzeni bez granic. By ją objąć sobą, by w niej się zapomnieć. Czasem trzeba odejść by zaistnieć.

Kochanie, miłowanie, pragnienie, zbliżanie - to wszystko po to jest by było pięknie i szczęśliwie. Z dnia na dzień spotykam na twarzach ludzi uśmiech i smutek jednocześnie. Jak jakiś melanż dwóch istot w jednej. To nie jest wojna, to nie jest walka, to jest współistnienie. To jest pełnia.
Niczym punkt zero - totalnej równowagi, początku i końca w jednym zarysie, w jednym istnieniu. Miłość niesie sens trwania, przemijania, bycia. Miłość nadaje barwę słowom, moc ich znaczeniu, dodaje sensu relacjom, tym co trwać mają zaledwie chwile i tym co są na zawsze. Bo i jedne i drugie są potrzebne.
Nie ma pustki. Ciebie nie będzie - nadejdzie ktoś inny. Mnie nie będzie - ktoś inny stanie na moim miejscu pisząc własna historię. Jest przenikanie. To co z Ciebie we mnie - tu już pozostanie niezapomniane. To co w Tobie ze mnie, nawet jeśli myślą tylko - tam już pozostanie. Moje milczenie jest także trwaniem. Moje słów pisanie jest także istnieniem. Mojego ciała otwarcie jest istnieniem.

Gdy wszystko staje się elementem całości - wszystko staje się niezbędne. Twoje słowa, tęsknoty, smutki i radości, Twoje chęci i niechęci - wszystko to jest po to by służyć Tobie i tym, co maja szansę z Tobą przebywać. Jesteś uczniem i nauczycielem jednocześnie. Jesteś i to jest wartość absolutnie najważniejsza.
To jest właśnie mijanie.

Mijanie słów, ciał, spojrzeń, istnień, zapomnień. Mijanie dotyków, muśnięć, myśli, milczenia, chwil wspólnie lub samotnie spędzonych. Mijanie rozmów, dźwięków, maźnięć pędzlem. Mijanie jest dobrem. Jest przepływem, wspólnotą, wolnością. Mijanie daje miłość. Miłość pozwala mijać.

Mamka

Ciało jej ciepłe emanuje dobrocią. Zmęczone dłonie, oczy spragnione spokoju wtulają się w jej powab. Jest cisza, spokój, jest już bezpiecznie. Ciało mamki jest jak ofiara. Jest jak dar z siebie. Ciało mamki bezpiecznie otwiera swe podwoje, pokornie pierś odkrywa i łono by miłość emanować mogła każdym diamentowym oddechem. Każde spotkanie ciał, skóry rozmowa przywdziewają blask księżyca. Tęsknota za jego tajemnicą roztacza się nad kochankami gwiazd. Perła. Perła dotknięta kresem jest i początkiem. Siła spotkania przemienia natury dwie w jedną, bez końca. Płomienne oddechy ze sobą spojone i oczu spotkanie, uśmiechy owiane dreszczem. Jasność, blask, ciepło bezpieczne. Wszystko powabne, zmysłami oblane, jak miękką tęczą, radości obrazem. I piękna. I dobra. I rozkoszy.

15 września 2009

Fala

Fala słów wypowiedzianych nocą oplata me ciało. Skąd. Dokąd. Muśnięcia obiegły naskórek. Poezja miłości żar wznieciła ogromny. Tak cicho było. Tak spokojnie. Tak zupełnie naturalnie.
Dane nam było kilka fraz z życia namalować kształtem ust. Dotknąć piersi... dłoni... Poczuć ciepło i czułość. Szał.
Po wielu zatroskanych chwilach istnienia pojawia się świt. Oplata zmysły, prowokuje kolejne bicia serca. Dotyk. Tęsknota. Słowo. Muśnięcie. Ileż! Ileż jeszcze! Całuj bez końca! Dotykaj sobą i pragnij! Jeszcze! Jeszcze pragną drżenia strumienie. Skowyt wydobywa się z ust. Nikczemne, bezwstydne spojrzenie wciąż lgnie do dotyku, do tańca splotu. Niech nie kończy się chwila ta. W niej umrzeć można.

13 września 2009

Ours

Nic nie dzieje się przypadkowo. Spotkane osoby, lub te, których wciąż spotkać nie możemy. Zdobyte cele, lub te, które pozostają zaledwie w sferze marzeń. To, że żyjemy jak i to, że odchodzimy. To, że spotykając się z drugim człowiekiem czujemy podniecenie lub zwyczajną obojętność. To również - kogo w życiu omijamy.

Nie wiem skąd ta nieprzypadkowość się bierze. Im więcej o niej myślę i rozmawiam na ten temat, tym więcej poznaję wyjaśnień. Czy jednak ja ich potrzebuję?
Nie potrzebuję ich do tego by życie przeżyć odnajdując sens w każdym dniu. Wystarczy, że zaszczepiony we mnie entuzjazm i miłość do życia, do ludzi każdego dnia rozpalam niezależnie od okoliczności. Wiele lat błąkania się po świecie, poszukiwania własnej tożsamości, talentów, cech i wszelkich elementów, które stanowią o tym kim się staję z dnia na dzień - pokazały mi co jest moją wartością niezależną od czegokolwiek i od kogokolwiek. Nawet ode mnie samej. Poznanie tej wartości zaś nadaje sens, który do tej pory był mi nieznany. Uświadomienie jej sobie nadało mi jedyne w swoim rodzaju znaczenie i niezłomną niepowtarzalność.

Nowe doświadczenia ukazują nam nas samych w nowym świetle. Nasze reakcje często niejasne i nieprzewidywalne wskazują jak mało siebie znamy. Stają się szansą poznania samych siebie. Często bowiem skupiając się na wadach społeczeńśtwa, systemu, świata - zapominamy dostrzec istotę jednostki. Zapominamy bezpruderyjnie zająć się zwyczajnie sobą. Myślę, że to błąd. Myślę, że warto poświęcić czas własnemu odkrywaniu, poznawaniu swoich reakcji, norm, uczuć, ciała, pragnień i wszystkiego co wskazuje kim naprawdę się stajemy.

Każdy z nas jest odrębnym i niepowtarzalnym "ja". Można je stłamsić poprzez bezmyślne wtopienie się w masę. Można jednak świadomie kształtować własne szczęście.

12 września 2009

Alter

Na wszystko jest czas. Na bycie, istnienie i odejście. By nowej użyczyć światu przestrzeni. I nawet jeśli boli to co jest - warto to wziąć za rękę i iść dalej. We dwoje raźniej.
Wciąż zaskakuje nas odmienność, a tak bardzo samych siebie przekonujemy żeśmy otwarci. Wciąż zaskakuje nas inność mimo, że sami czujemy się outsiderami. Wciąż się niby uczymy ale poza zdobytą wiedzą świata nie dostrzegamy. Wciąż i wciąż bez końca.

A ja idę swoją drogą. Niezbyt mądrą ni inteligentną. Tak sobie kroczę nieelokwentnie. Tak w obłokach trochę, a trochę w marzeniach. Stopy dotykają ziemi, choć ta taka jest nieczuła na dotyk. Odkrywam swoje myśli, swoje przestrzenie. Uczę sie kim jestem. Gdy Ciebie poznaję jestem kimś. Gdy Ciebie już znam - jestem kimś innym.

Otwartość. Lepiej jej nie deklarować jeśli sie jej nie ma. Lepiej w ogóle nie deklarować i nie oczekiwać. Lepiej płynąć ot tak, jak wiatr zawieje i chłonąć. W nieskończoności nieprzewidzianych sytuacji można dostrzec siebie i swój świat. Ten niebieski, wymażony, olśniony.

Tobie. Sobie. Nikomu.

11 września 2009

Potrafię

Bo ja potrafię
skoczyć z nieboskłonu istnienia
obudzić się z rozluźnionymi dłońmi
Podać rękę złoczyńcy
Dać szansę
Kochać ot tak
za Bóg zapłać
żyć
Potrafię

10 września 2009

Wystawa słów

Zdjęłam bransoletę i usiadłam pomiędzy poduszką i prześcieradłem.
Teraz siedzę.
Zastanawiam się kim jesteś. Czarem myśli czy bluźnierczym pożądaniem. Jesteś kobietą czy mężczyzną?
Patrzę w Twoje oczy i Ciebie słucham. Opowiadasz mi siebie jakbyś jedyne życie miał i właśnie je kończył. Mówisz o sosnach, dzieciństwie, krwi i śpiewie. Milczysz czasem. Wtedy Twoja dłoń łapie zapalniczkę. Nie ma! Kieszeń. Wstajesz. Odwracasz się. Znajdujesz. Papieros w drugiej dłoni czeka niecierpliwie. Zapalasz.
Uśmiechasz się mimowolnie bo dobrze Ci ze mną. Bezpiecznie. Bez formy.
Salwa słów bije drobiny powietrza pomiędzy nami. Wątki przewijają się bez końca i postoju. Wciąż Ty jesteś autorem mojej twarzy i myśli.

Śpię.
Szarość snu sprawia, że natychmiast wyjmuję go z pamięci, odstawiam na półkę, której nie sprzątam, budzę się i żyję. Wsiadam w auto. Odruch. Kolejność wydarzeń. Gonię. Nie słucham. Słyszę istotę. Na prawo pola, maki latem, wiosną odbicie słońca.
Jestem. Tworzę. Wracam.
Wchodzisz we mnie spokojnie. Widzę twarz. Czuję smak i zapach. Szał. Płyn. Wzajemność szczegółów myśli. Wino. Ponownie. Inaczej. Nie widzę już Ciebie. Zaufanie. Obłęd westchnienia. Falowanie. Wrzask. Fenomen gorąca i zimna pasji.

Każdy ma swoją prawdę. Malujesz jej oblicza bo potrafisz, ja robię zapiski.
Kochać mogę byle kogo bo byle człowiek chce miłości. Jak gar zupy po kilku dniach bez jedzenia.
Niełatwo jest mówić i żyć nie jest łatwo. Czując moje ciepło mówisz. Sekrety, tajemnice. Opowiadasz i tworzysz. Oddajesz się im jak w chwili spijania nektaru miłości. Oceniasz. Tak bardzo boisz się oceny. Oceniasz.
Uśmiechasz się niepewnie. Bez jadu i bez blasku. Wciąż opowiadasz mi swoje historie.

Tańczę.
Nie zaprosiłam jeszcze nikogo. Tańczę nago. W blasku świec, ciemności, dnia. Zwyczajnie. Przy muzyce tańczę. Czuję ją więc tańczę. Śpiewałam. Już tańczę. Tylko.
Powtarzam się. Tak. Wiesz czemu?
Bo wciąż pojawia się nowy byt do kochania. Kolejny obdarty ze snu, z miłości. Kolejny twardziel pozbawiony duszy. Najczęściej zbyt mądry by zwyczajnie zacząć słuchać i przyjmować.
Niebo. Wschód i zachód. Szelest pragnień i tęsknota za złudzeniem. Złudzenie absolutem zaś jest realnym. Znasz nierealny absolut?
Ty odejdziesz. Już słyszę rzepę, kurtkę.
Za chwili ktoś zapuka.

Tym razem to ja opowiadam.
Kolory i kształty opowiadam jakbyś ich nie widział. Nie widzisz ich.
Badasz moje ciało. Głos myśli już znasz. Oczy Twoje patrzą na mnie wnikliwie. Bez urazy, skrępowania. Patrzą. Ta przestrzeń między szyją i stopą. Ona wzbudza Twoją ciekawość. Wąskie usta potem.
Opisuję niebo w deszczowy dzień i słoneczny, taki gdzie nieba niemal nie widać.
Ciemno już. Prowadź. Nic nie widzę.
Światło w łazience. Przepalona żarówka.
Zapomniałem.

Chciałabym

Przeczytać słowa ukojenia.
W oczy Twoje spojrzeć.
Mieć wciąż marzenia.
Istnieć na wieki.
Odejść z uśmiechem.
Czas mieć zawsze.
Drzwi mieć otwarte.
Iść.
Poczuć Ciebie.
Posiąść wieczność.
Chcieć więcej i więcej.

7 września 2009

Słowa poranka

Przy kawie spijam słowa nocy. Poranne wspomnienia pozostają blaskiem na twarzy. Nowy dzień nastał. Swoimi się on rządzić będzie prawami, lecz i ja będę mieć wkład w jego jakość. Należy on do mnie. Bez zatrwożenia i lęku, bez chciwości i destrukcji, z lekkością miłości, pożądania i piękna. Takim się stanie mój piękny dzień.
Moje dłonie napiszą słowa, które wymyśli głowa. Mój umysł naświetli co gra w duszy podświadomość. Wiara napełni niebanalną magią, żyć będę jak chcę. I wygram.

Nawet jeśli słowa moje to chaos, bezdźwięczny brzdęk myśli - sa one prawdziwe na ten czas.
Nawet jesli negujesz ich wartość i mamisz się ułudą - są moje.
Nawet jeśli nie wierzysz w nic - ja wierzę i dlatego tu jestem.

Poranek daje nowe szanse. Daje nowy promień nadziei i rozkoszy. Poranek, nowe spojrzenie w lustrze, choć starym, a jednak nowe... Nowe spotkanie z osobami, tymi co zwykle - jednak nowe. Nowy poranek to nowe paznokcie, nowa bielizna, nowe pragnienie, nowy zwyczaj. To co może być nowe - staje się takim. To co ma wartość niezłomną - w takiej pozostaje. Poranek daje nową szansę. I ja ją wykorzystam:)

Czerwień

Czerwień czerwona
Czerwień oddana
Czerwień paznokcia
Czerwień wina
Czerwień miłości
Czerwień róży
Czerwień koronki
Czerwień świeczki
Czerwień namiętności
Czerwień rany
Czerwień wschodu
Czerwień zachodu
Czerwień czerwona

6 września 2009

Śnienie

Cyk, cyk, cyk.
Cisza otacza Twoje ciało, blask, miniony dzień. Cisza.
Szeptaniem obejmujesz ukochaną myśl, nadzieję, miłośc. Szeptem.
Szum muska Twe ucho. Jedno i drugie. Muska co chwilę cicho, jednostajnie, czasem mocniej. Szumi.
Leżysz nagi swoim istnieniem. Dziś leżysz by rano zapachem nocy powitać dzień kolejny. Leżysz.

Delikatny dotyk czułości. Naskórek. Powab. Westchnienie nieśpieszne. Oczy zamknięte oddają się muśnięciom. Szept i uśmiech tańczą nad Tobą otulając draśnięciami. Przyjemne istnienie chwili. Dwa ślady w tej samej chwili na Twoich plecach pozostawione. Wonność roztacza perlisty kwiat. Śnisz. A może nie.

Chwila. Ona może wszystko. Wobec niej jesteś bezradny. Z nią jednak możesz się zaprzyjaźnić. Do tej chwili dotrzeć możesz stawiając kolejne kroki odważnie, przed siebie, nie spoglądając wstecz. Po cóż tam spoglądać.

Jestem tu by spotkać poranek. Z tą chwilą tańczę by rano nie utracić westchnienia słońca. I kolejne móc, własne, jedyne postawić kroki. Kochać jutro chcę chwile, momenty, pragnienia i moce. Całować się z myślami, wyborami, decyzjami, które jak morska fala zaleją mnie swym ogromem. Odpłynąć chcę jutro świadomie. Jak dziś... Dane mi było płynąć...

Chwila śnienia potęguje pragnienia. Rozjaśnia blaski naszych marzeń i przeczuć. Solidnie ukwiecone zapachy czułości pozostaną w Tobie, na Tobie, przez Ciebie. Rano zaś zajaśnieją w Twoich oczach.

Śnij muskany szczęściem.


Tobie J

Świat na tak

To co dzieje się obecnie, nie wydarzy sie już za chwilę. Za chwilę następne będzie szaleństwo.
Tu me restes (Natasha St Pier) przewija się w blasku olśnienia, gdzieś tam, gdzie nas nie ma, gdzie jesteśmy. To co było nie wróci. I dobrze. Będzie co ma być. Dalej. Już. Za chwilę. Teraz.

Ściskasz uda tak mocno by woni nie utracic i czekasz. Czekasz na chwilę, która się kiedyś wydarzy. Smak ust Twoich jedyny, zupełnie jedyny na świecie. Skóra Twoja delikatna, rozanielona. Aż rwie się do dotyku. Przywdziewasz strój rusałki, królowej, wiedźmy. Jesteś jedną, jedyną o tylu twarzach. Bądź! Niezłomnie bądź tym pożądaniem.

Odkrywa... Niech Cię odkrywa każdym muśnięciem swych ust, dotykiem dłoni. Niech będzie tam, gdzie nie było nikogo. Szalej. Upijaj się wariactwem.
Bezpiecznie. Szeptem. Łzą. Dotykiem. Baw się. Bez końca. Do upicia. Baw się. Istniej. Żyj. Nie trać. Bądź.

Za oknem blask. Słońce z wiatrem tańczy. Zieleń opada by nów nadszedł niebawem. Nowy sens. Nowy sekret. Do odkrycia. Sens. Bycia sens. Życia i kochania sens.
Bliskość. Czyłość dotyku, myśli, wolności kochania. Dobroć. Dobroć troski i czułości. Czas. Życie na tak. Pragnienie na tak. Świat na tak. Twój dotyk na tak. Cisza na tak. Blask na tak. Olśnienie na tak. Szczęście na tak. Ty na tak. Ja na tak. To co się zowie istnieniem na tak.

Kochaj. Kochaj bez tchu. Oddychaj. Zapachem chwili oddychaj. Tajemnicą świtu i nocy oblanej perłami. Oddychaj wonią jej. Oddychaj czułością jego. Tańcz. Tu tańcz i teraz ukwiecaj. Radośnie. Ciesz się. Baw się. Istniej. W niej. W nim. Bądź. Trwaj. Szalej bez końca. Szalej życiem. Szalej. Kochaj.

Pragnienie słów tak ogromne, że je ogranicza. Kształt ciała maluje obrazy nie do powtórzenia. Siła uniesień tak ogromna, lekka, nieokiełznana. Tak szalony ten kształt ich ciał, że tylko pragnąć możesz, nic więcej. Zmęczenie upaja Ciebie jak słodki smak gorzkiej miłości. Tknienie. Lśnienie. Istnienie.
Czoło oblane potem, krtań już nie ma sił by krzyk chwili wydobyć z siebie dźwięczny. Rośnie potęga chwili. Rośnie wciąż w Tobie, w niej, w Was. Rośnie apogeum sensu. Teraz wiesz, że Ty jesteś i Ty być musisz. Bez Ciebie nie ma tej chwili. Ty tańczysz w upojeniu zmysłów. Odległej matni się nie poddajesz. Żyjesz. Jesteś. Tańczysz lekko, swobodnie. Czułością się bawisz jak lekkim podmuchem wiatru. Jak ciszą, co muska Twe piękne ciało upajając się jego urokiem. Czujesz teraz chwil siłę. Czujesz siebie. Twój świat na tak.

Ona


Trawa. Las. Cisza. Wrzask. Ocean. Palmy. Krew. Światło.
Ciało. Piersi. Wargi. Skóra. Zapach. Ekstaza. Real. Oni. Ona. On. Sutki. Rzęsy.
Chwila. Zawsze. Teraz. Tu. Wszędzie. Zawsze.
TAK! TAK! TAK!
JESZCZE! JESZCZE! JESZCZE!
Wszystko. Zawsze. Tak. Więcej. On. On. On. Ona.
Teraz. Tak. Jutro. Tak. Zawsze. Tak.
Tak.
Ona. Ona. Ona.
Tak.
On. On. Tak. Chęć. Pragnienie. Krzyk. Już.
Tak.
Chwila.
Ona. Ona. Ona.
Tak.
On. Tak. Jeszcze.
Ona. On.
Zawsze.
Teraz.
TAK!


Inspirowane tym samym obrazem Darii Pelhen i okolicznościami bezwiednie się dziejącymi dzięki Tobie.

Kobieta


Namiętność spowija moc. Łaknienie i pożądanie z chwili na chwilę wzrastają. Nie ma ciszy. Jest krzyk. Jest ogrom. Bezkres opanowany kobiecą dzikością. Jej natura ogarnęła świat. Jego, ją. Ogarnęła wszystko. Krzyk. Oddech. Porażona sobą dalej oddaje się szaleństwu. Tańczy. Płynie. Wije się jak wąż.Beztroska w pięknym swym ciele odczytuje swoją moc. Siła jej rośnie. Nie ma już nic. Jest wszystko. Mgła spowiła królestwo. Słońca blaski malują tęcze wokół ich łoża rozkoszy.
Tańczy
Kocha
Wije się
Ona
Już na zawsze
Będzie
Pożadaniem


Inspirowane obrazem Darii Pelhen oraz utworem Agnieszki Chylińskiej.

Dziękuje obydwu Paniom. Choć tak odmienne w jednej chwili przyniosły do mojego świata oblicza....

2 września 2009

Wariatka

Leżała tak bez sił. Wpatrzona w sufit była i nic więcej. Wspomnienia i myśli zapamiętane przewijały się jej bezrefleksyjnie, jakby nie miała świadomości, że one w ogóle istnieją. Leżała długo, bez ruchu pozostając w bezkresie czasu. Poczuła chłód. Otępiała wstała by przyodziać się w cokolwiek. Była naga.
Za każdym razem gdy dotykał ją podmuch beznadziei stawała przed lustrem, zdejmowała kolejno wszystkie części garderoby, włączała muzykę i tańczyła do szaleństwa. Muzyka dwoiła się i troiła w jej zmysłach, głowie, w jej gestach. Czasem, gdy jej wnętrze przekraczało możliwości mięśni upadała. Powstawała. Tańczyła ponownie. Pociła się przy każdym, kolejnym takcie, zalana łzami, po jakimś czasie opadała z sił. Wtedy muzyka wciąż mocno dudniła zagłuszając cały świat, jej myśli, pragnienia, ją całą. Dudniły dźwięki, basy, wokale, emocje płynące bez końca w całym jej ciele, w każdej komórce jej bytu. A ona zastygała w bezruchu opadając na fotel, czasem na podłogę i tak tkwiła długie minuty, może godziny. Sama nie wiedziała kim wówczas była i jak długo istniała. Nie wiedziała jak jeszcze długo miała istnieć.
Gdy wszechogarniające szaleństwo, plątanina dźwięków do cna ją wypalała, wówczas dopiero wyłączała muzykę i milczała.

Ta cisza jest inną ciszą niż popularne chwile bez słów. Tu nie chodzi o wyłączenie telewizora, zamknięcie drzwi, odizolowanie się od ludzi. Tu chodzi o ciszę. Cisza, która przybiera jej kształt. Dotyka jej ciała, jej zmysłów, jej emocji, umysłu, rozmów, jakie sama w sobie prowadziła. Cisza, która nic nie mówiąc wyrażała każdy ból, radość, każdy sens jaki zdołała znaleźć. Cisza, bez której nie mogłaby żyć. Cisza życiodajna. Cisza pełna natchnienia. Cisza inspirująca, oddająca władzę i moc, dodająca otuchy i odwagi. Walcz!

Ciężko jest jej być sobą. Tańczyć nago gdy świat ją przerasta, oblewać się łzami, krzyczeć, łkać, pisać. Ciężko jest istnieć poza światem - w nim centralnie będąc uwięzionym. Jej zadaniem zawsze, każdego dnia jest odzyskiwanie wolności. A może to zwyczajna wariatka, która ma szczęście, że jakoś pasuje do świata? Może to idiotka, której się zdaje, że jest inna i ma misję w życiu? Może każdy ma misję? Może jest równie niesprawna na umyśle jak każdy kto chadza na spacer ciemną nocą w zupełnej samotności, tak by na pewno zostać zranionym? Może jest jedną z tych osób, które już dawno należało wyeliminować. Bo same siebie wyeliminować nie potrafią? Kim ona właściwie jest?

Patrzysz jej w oczy i widzisz blask. Widzisz tę siłę, której nie widać na co dzień. Wpatrujesz się w falujące jej ciało, w gesty czynione opuszkami jej dłoni, wsłuchujesz się w słowa, głosu melodię i uczysz się kim ona jest. Kim staje się dla Ciebie z każdą chwilą Waszego bytowania. Uczysz się czy ona jest w tym świecie czy jest zaledwie głosem Twoich pożądań, pragnień, tego świata, który głęboko w Tobie istniejąc nie może ujawnić się na zewnątrz. Jak niby miało by się to wydarzyć? Ciebie też by posądzono o nienormalność.

Gdy zimno doskwierało jej już zbyt mocno, otuliła się kocem. W kółko zaczęła chodzić po pokoju, po mieszkaniu, powtarzać tę samą sentencję niezgody na siebie, na świat – niczym mantrę, modlitwę jakąś, której pragnie i nie chce jednocześnie. Owinięta kocem kroczyła tak całe, nie kończące się minuty. W jedną i drugą stronę. Bez końca. Trwała w tym szaleństwie, którego nikt oprócz jej samej nie widział. Była szalona. „Kiedyś Wam jeszcze pokażę, że tylko szaleńcy mogą uczynić coś czego nikt nie zapomni.” Jeszcze Wam pokaże, że przetrwa tę Waszą butę, obłudę, zachwyt nad głupotą, nad tępotą, która jest ponoć normą, celem istnienia. Pokaże Wam jak nisko jesteście, jak beznadziejnie pozbawieni serc i rozumów, jak oskalpowani z własnych o sobie wyobrażeń. Pokaże Wam! Czy tego chcecie czy nie! Ona to Wam pokaże.

Co jest miarą wrażliwości?
Co jest miarą wrażliwości?